piątek

O Dniu Matki.

- Gdybym umiał rysować, rysowałbym zajebiście - pomyślał rysując na kartce ludziki składające się z koła i pięciu kresek ukrzyżowane na ogromnej butelce oranżady.
- Bo właściwie, co to znaczy ładnie rysować? - mówił dorysowując ludzikom trójkątne imprezowe czapeczki.
- Że niby widać każdy szczegół na twarzy? I co? Że niby w ogóle coś widać. Phi. Brzydkie rysunki są jak książki, trzeba wysilić wyobraźnie. Idioci tego nie potrafią.
Starannie, z wystawionym językiem dorysowywał rozmaite zwierzęta, żółwie, kotki i salamandry, które wyglądały bardziej jak zestaw sztućców.
- Nikt nie będzie oceniał tego, co ja tworzę. Nikt.
Podpisał się w prawym dolnym rogu. Zawsze podpisywał się w połowie tworzenia.
- No bo co to jest, ocena? Kto, poza mną, ma prawo oceniać?
Wziął czerwoną kredkę, odwrócił kartkę i zamazał całą stronę na czerwono. Piekło.
W piekle stały ludziki trzymające nad głowami kartki "Krytyk" i "Nigdy Cię nie lubiłem, Michał"
- Tak.
Z powrotem odwrócił kartkę i domalował ogromnego kreta trzymającego bukiet róż.
- Taak.
Wpadł w agonie. Na kartce pojawiało się coraz więcej kształtów. Ryby, styropian i trzy dachówki.
Rysunek coraz bardziej mu się podobał. I na pewno spodoba się jej. Czuł to.
- Jeszcze tylko tu.
Korkociąg.
- I tu.
Jezus (kółko, pięć kresek i broda).
- I tu!
W pustym miejscu na środku kartki, które starannie odgrodził siatką na początku rysowania, powoli, z ogromną dbałością, jak gdyby minimalny błąd miałby zniweczyć całą pracę napisał drukowanymi literami:

"Wszystkiego najlepszego Mamo"

czwartek

O ludziach tłustych.

- Zawsze śmiejesz się z ludzi biednych, brzydkich, starych, martwych, upośledzonych, wierzących, z anarchistów czy z kalek. Dlaczego nigdy nie śmiejesz się z grubasów?
- Po prostu są na świecie rzeczy z których nie wypada się śmiać.

środa

O chujmnietoboliźmie.

Chujmnietobolizm - (od pochodzącego z języka polskiego powiedzenia "chuj mnie to boli") - zwana też mamtowdupizmem, ichujizmem; w psychopatii cecha osobowości, polegająca m.in. na braku uczuć wyższych, instrumentalnym traktowaniu innych i chłodnych relacjach interpersonalnych, zerową empatią w stosunku do drugiej osoby, traktowaniem ludzi z góry oraz nie przejmowaniem się losem zarówno swoim, jak i innych.

Osoby z tą cechą osobowości często manipulują innymi, chcąc osiągnąć zyski tylko dla siebie. Uważają się za jednostki lepsze od innych. Nie liczą się z potrzebami innych ludzi, nie przejmują się sytuacją dziejącą się w okół nich. Mają to w dupie.

Chujmnietobolizm przez niektórych uważany jest za połączenie zjawisk takich jak egoizm, makiawelizm, egocentryzm, arogancja, egotyzm oraz megalomania.

Znany jest też tzw. chujmnietobolizm sztuczny w którym osoba wmawia innym, a często sobie, że posiada wymienioną wyżej cechę, jednak w rzeczywistości głęboko ukrywa to, że nie potrafi poradzić sobie z problemem. Chujmnietobolizm sztuczny stwierdzany jest w niemal wszystkich znanych przypadkach chujmnietobolizmu.

poniedziałek

O tym, że nieważne jak jest źle, lepiej jest żyć, niż nie żyć!

- Jak się czujesz?
- Na moim czole możesz smażyć jajka, z każdym kaszlnięciem wypluwam fragmenty płuc, a flegmy w gardle mam więcej niż śliny.
- Przynajmniej żyjesz!
- Weź spierdalaj.

Bo czasem zastanawiam się, czy nie lepiej jest nie mieć nogi niż mieć grypę.

Brak nogi nie boli, puste miejsce po nodze nie gorączkuje, nie kaszle jak pies i nie leje się z niego flegma.

Jednakże współczuję chorym na grypę kalekom.

czwartek

O szczęściu.

- Masz tak czasem, że mimo, że wszystko pozornie się układa, wciąż czujesz się źle, nie wiesz co z sobą zrobić i wydaje ci się, że wszystko i tak się spieprzy?
- A da się inaczej?
- No, to się chyba nawet jakoś nazywa. "Szczęście"? "Radość"? Coś w tym stylu.
- Nigdy nie słyszałem. To się zjada czy jak?

sobota

O śmierci Jezusa Chrystusa.

Wisiał na krzyżu uśmiechając się lekko.
- Co cię tak bawi?
- Ty.
Zaczęli go biczować. Krew ściekała po ustach wykrzywionych w spokojnym uśmiechu.
- Rzeczywiście zabawne. Umrzesz. Jeśli nie za parę godzin od wiszenia, to od dzidy, którą zaraz Cię ukłuję w... lewy czy tam prawy bok, nie wiem, mam napisane, zaraz sprawdzę.
Wyjął kartkę, którą znalazł dziś rano koło łóżka. Nagłówek głosił: "Jak efektownie i boleśnie zabić tego złego żyda Jezusa (aby jego śmierć przemówiła do wyobraźni milionów)". Było tam co najmniej piętnaście podpunktów. Uznał, że postępowanie wg niej będzie ciekawe.
- Prawy.
- Prawy. - wyszeptał Jezus w tej samej chwili.
- Skąd wiesz?
- Czy to, że jestem synem Boga może mieć z tym coś wspólnego? Idiota.
- Zamknij się skurwielu!
Dźgnął go w lewy bok.
- Miał być prawy bok, PRAWY! Lewy profil mam gorszy! Nie będzie tak efektownie! I miałeś mnie dźgnąć po tym jak umrę, PO ŚMIERCI! A moja matka nie jest kurwą, uwierz na słowo.
- O czym ty kurwa mówisz?
- No nie jest, nawet się nie pieprzyła.
- Nie to. Jaka kurwa efektowność?
Ponownie wyciągnął swoją kartkę. Zwrócił uwagę na dopisek "(aby jego śmierć przemówiła do wyobraźni milionów)"
- O co tu do cholery chodzi?
Rozmyślenia przerwał mu grom.
- Kurwaaaa tatoo za wcześnie, żyję jeszcze! Poza tym nie powiedziałem słowa-klucza: "Wykonało się!" - krzyknął patrząc w niebo.
Znów zagrzmiało.
- Kretyn.

Godzinę później:

- Długo jeszcze?
- He?
- No ile to jeszcze potrwa? Nudzę się.
- Długo, dlatego to taka straszna śmierć, hehe.
- Jesteś żałosny. Widziałeś gdzieś moją matkę, Maryję?
- Pobiegła gdzieś. Krzyczała coś o jakimś całunie.
- Nie zdążyła. Będą musieli go podrobić, trudno.
- Trudno? Własna matka Cię olała.
- Głupi jesteś, nic nie rozumiesz.
- Oświeć mnie.
- Nie zasługujesz.
- Czy ta twoja śmieszna religia nie mówi, że każdy zasługuję na wybaczenie i odkupienie?
- Ty nie. Spierdalaj.

Dwie godziny później:

Jeden z dwóch ludzi wiszących obok Jezusa zaczął mamrotać.
- Jestem winny, ale szczerze żałuję swoich win. Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa.
- ZAMKNIJ MORDĘ! - Krzyknął Jezus jednocześnie z drugim wiszącym.
- Dzięki. Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze mną będziesz w raju.

Trzy godziny później:

- Dlaczego to robisz? Dlaczego dobrowolnie dałeś się zabić?
- Żeby odkupić twoje grzechy, uwolnić cię od szatana itp.
- A tak naprawdę?
- Powiem ci, ale i tak mi nie uwierzysz. Żeby nasi wysłannicy na ziemi mogli was kontrolować jak zwierzęta.
- "Nasi"?
- Moi i taty.
- Ale skoro Bóg jest tak potężny, to czemu po prostu nie użyje swojej mocy żeby samemu pokierować ludźmi?
- Nie może. Pieprzona ludzka wolna wola.

Jakiś czas później:

- Boże mój, Boże mój, czemuś mnie... pieprzę to, nie będę tego krzyczał, dopiszą to sobie potem.
- He? Dlaczego czasem mówisz tak dziwnie?
- Będą to potem cytować. Dajcie ocet, pić mi się chcę.
- Ok, ale umrzyj już wreszcie.
- Taki jest plan.

Chwilę później:

- Wykonało się!
Cisza. Wszystko było zaskakująco spokojne.
- Wykonało się!!
Cisza. Ludzie zaczęli spoglądać na Jezusa z politowaniem większym, niż dotychczas.
- WYKONAŁO SIĘ KURWA!!!
Niebo rozświetliło się od błyskawic, pioruny zaczęły walić o ziemię.

Jezus umarł.

O ludziach zwykłych. (wywiad #1)

Jak się nazywam? Nie, to nie ważne, wie pani, w dzisiejszym świecie lepiej pozostać anonimowym. Nie wychylać się.

Lat mam 37.

Coś o sobie? Jestem kawalerem, od roku mieszkam sam, wcześniej z rodzicami, wie pani, nadszedł czas żeby się usamodzielnić <śmiech>. Radzę sobie świetnie.

Coś o moim życiu? Kocham moje życie. Jestem spełnionym człowiekiem. Pracuję... gdzie? Jestem informatykiem. Mam kochających rodziców, dach nad głową, chodzę do kościoła. Czego więcej mi potrzeba?

Miłości? Nie wierzę w miłość. Nie potrzebuję nikogo. Nie chcę mieć Dobrze czuję się sam.

Dlaczego nie chcę mieć nikogo? Dodatkowe zobowiązania. Problemy. Mam rodziców, to mi wystarczy. Hoduję też paprotkę.

Czy uważam że moje życie jest nudne? Nie, zdecydowanie nie. Cały czas staram się je urozmaicać. Wie pani, chodzę do pracy inną drogą, kupuję olej innej firmy albo przesuwam łóżko. Zdecydowanie mi to wystarcza.

Czy zrobiłem w życiu coś szalonego? Tak, żeby to raz <śmiech>. Aż sam się sobie dziwię bo na ogół jestem człowiekiem raczej spokojnym. Raz oblizałem nóż podczas robienia sobie kanapek do pracy. Gdy myślę o tym, co mogło mi się wtedy stać dostaję drgawek. Nie chcę nic mówić o odpuszczeniu niedzielnej mszy, ten wywiad pewnie będzie czytać zaprzyjaźniony z moją rodziną proboszcz, każdy mój znajomy już wie o tym, że go udzielam.

Moi znajomi? Wie Pani, ciężko znaleźć dobrych znajomych. Zawsze lepiej dogadywałem się ze starszymi ludźmi, moi znajomi to znajomi moich rodziców. Serdecznie ich pozdrawiam.

Marzenia? Nie marzę o niczym. Dobrze mi tak, jak jest teraz. Chociaż nie, jest jedno.
Reklamują teraz w telewizorze opiekacz do tostów, naprawdę chciałbym go sobie kupić.

Czy chciałbym osiągnąć w życiu coś więcej? Nie, nie czuję takiej potrzeby. Bo po co? Po co męczyć się, skoro to życie to tylko wstęp do życia wiecznego? Uważam, że moim jedynym celem teraz jest spokojne, pobożne życie.

Tak, jestem bardzo wierzący. Żyję tak, aby Bóg był ze mnie zadowolony.

Co zostanie po mnie gdy umrę?

środa

O(ho-ho), O(jaCię) i O(dkurz'acz)

Japonia. Prawdopodobnie z patologicznej potrzeby napisania czegokolwiek. Z chorej ochoty kliknięcia w guzik "Publikuj posta." I co? Gówno. Tak oto powstaje najgorszy wpis tego bloga, bo zawsze musi być jakiś najgorszy wpis. Tak żeby te inne, też słabe, wydały się lepsze, mocniej kolorowe i bardziej. Juhu. Więc bawmy się. Czad. Akcja. Styropian. Czy azbestowi jest smutno, że jest niezdrowy i ludzie boją się nim oddychać? Czy kamień wie, że się nie rusza? Czy jeśli przedmiot ma duszę, to po połączeniu dwóch przedmiotów ich dusze łączą się? Czy powinienem napisać o czymś sensownym? Nie. Czemu? Bo nic sensownego nie mam do powiedzenia? Tak. Czy ma to związek z tym, że (jeśli ty jesteś szczęśliwa to ja) mam grypę, która nie pozwala mi sensownie myśleć? Tak, tak będę się tłumaczył. I nie mam zdania, pora ściągnąć boczne kółka. Jeśli od dziecka każdy dzień nazywalibyście jak rozdział książki, jak nazywałby się dzisiejszy?




*




Jak wiele z nich nazywałoby się identycznie? Pewnie dużo. Smutne, żałosne. Grypa, ehe, taka, która blokuje mózg. Dlaczego świńska i ptasia grypa grozi nam bardziej niż ta ludzka? Czy ja jestem bardziej świnio-ptakiem niż człowiekiem? I wenę, tak, wenę też! I ten 10. Japonia. Myślałem też trochę o zapiekankach. Właściwie to nie mam pojęcia, o co jej chodziło. Trudno. Chociaż tak gównie to zastanawiam się ostatnio tylko nad tym, co by było, gdyby po prostu. Myślałem też o muzyce. Takiej prawdziwej, najlepiej z drewna. Współczucie? Słyszałem, podobno dobre jak się posoli. Wychodzi na to, że niemało myślę. Ech. Za dużo? Chyba. Kapkę. Troszkę. Ciupkę. Tkę? Właściwie nie wiem, co to znaczy. Publikuj posta. Orgazm. Kontekst. Japonia.



*Reklama.

czwartek

O chceniu i niechceniu. (Nie chcę nie chcieć, bardzo chcę chcieć)

Nie chcę pamiętać o połknięciu witamin.
Chcę zapomnieć śniadania.

Nie chcę omijać nieznajomego.
Chcę wziąć od niego cukierka.

Nie chcę myć rąk przed posiłkiem.
Chcę zjeść go nie używając widelca.

Nie chcę być ostrożnym.
Chcę spaść z każdego drzewa, na jakie wejdę.

Nie chcę warzyw do obiadu.
Chcę się przed nim najeść słodyczy.

Nie chcę mówić "Dzień dobry" sąsiadom.
Chcę wystawiać język i używać brzydkich słów.

Nie chcę uczyć się dobrego wychowania.
Chcę położyć łokcie na stół.

Nie chcę zachowywać się jak przystało.
Chcę dłubać w nosie i smarkać w rękaw.

Nie chcę kłaść się wcześnie.
Chcę oglądać filmy dla dorosłych.

Nie chcę iść prosto do domu.
Chcę chodzić tylko ciemnymi zaułkami.

Nie chcę patrzeć w lewo, w prawo, a potem znów w lewo.
Chcę przechodzić na czerwonym świetle.

Nie chcę myśleć o tym, co chcę robić w życiu.
Chcę po prostu robić to, na co mam ochotę.

wtorek

O kawie, wenie i problemach.

Kawa wyszła.
Wena wyszła.

Siedział w pokoju głupio wpatrując się w klawiaturę. Myślał o gównie. Nie, nie o niczym. Dosłownie, o gównie. Z gówna myśli przeszły mu na pomidory. Po pomidorach zaczął myśleć o życiu. Dzień bez bezcelowego myślenia o życiu jest dniem straconym - powiedział sobie w myślach. Bo przecież nie mówił głośno, gdyby mówił głośno będąc w pokoju sam uznali by go za czubka. Chyba że miałby zestaw głośnomówiący. Ale nie miał. Więc nie mówił. Myślał. Nie wymyślił nic nowego, ale odhaczył to z listy "Rzeczy bezcelowych jakich w sumie nie muszę, ale je zrobię, dzisiaj, sam nie wiem dlaczego". Na liście było też zajrzenie do lodówki bez wyciągania czegokolwiek, położenie się na łóżku odwrotnie niż leżą poduszki i kilka innych, równie nudnych, dziwnych i bezcelowych zajęć. Ale lubił to. Mając nadzieję, że to nie dlatego, że nie ma nic lepszego do roboty. Po przemyśleniach na temat robienia bezcelowych czynności zaczął zastanawiać się, czemu ostatnio tak często pisze o sobie w trzeciej osobie. Ależ to głupie - pomyślał sobie i zaczął pisać coś w nadziei, że w końcu napisze coś sensownego.

"Kawa wyszła.
Wena wyszła."

Może być - pomyślał sobie i zaczął myśleć o gównie.

poniedziałek

O zdradzie.

Jak się czujesz, zdradzając przyjaciół? Odczuwasz radość? Dreszczyk emocji? Podniecenie? Ten słodki smak władzy, możliwości wpłynięcia na czyjś los, możliwości zniszczenia osoby paroma słowami. Świadomość, że ktoś zaufał Ci na tyle, by powierzyć sekrety, nad którymi panujesz. Robisz z nimi co zechcesz. To nie jest przestroga, to nie jest upomnienie, to nie jest kazanie. To wyraz zazdrości. Zazdrości, że mimo to, potrafisz żyć. Potrafisz się uśmiechać. Potrafisz jeść, pić, spać, funkcjonować - tak, jakby nic się nie stało. Udajesz, że nic się nie stało. A może nie udajesz?

O przypadkach.

- Wierzysz w przypadki?
- Jedyne przypadki, w które wierzę to te, przez które się odmienia. Kiedyś przypadkowo coś wybuchło, przypadkowo rodząc wszechświat, na którym przypadkowo zaczęło rozwijać się życie, które całkiem przypadkowo zaczęło ewoluować w ludzi, którym całkiem przypadkowo wytworzył się mózg zdolny do abstrakcyjnego myślenia. Wszelkie odkrycia były przypadkami. Ktoś by się nie urodził i wciąż żylibyśmy w jaskini. Ktoś by się urodził i już teraz zwiedzalibyśmy marsa. I przede wszystkim - nasze życie - przypadek, zbieg okoliczności, szansa jedna na sto milionów. Ułamek sekundy w wyścigu plemników i nie byłoby Cię tutaj. Na pewno? Twoje życie nie jest jedynie zbiorem przypadków. Jest sumą świadomych wyborów. Twoich wyborów.

sobota

"Tytuł zdradza za dużo" Cztery.

Nie mogłem zasnąć. Cały czas miałem wrażenie, że wychodząc stamtąd popełniłem cholernie duży błąd. Postanowiłem, że jutro tam wrócę. Wcale nie przez nią. Wcale.

Śniły mi się drzewa. Nie mam pojęcia dlaczego śniły mi się drzewa.

Spędziłem na tym dachu kilka godzin, jednak wcale nie miałem zamiaru wrócić do domu. Przebywanie tam było zaskakująco przyjemne, pomimo faktu, że wczoraj chciałem tu umrzeć.

-Przestępcy zawsze wracają na miejsce zbrodni.
Poznałem ten głos. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. A raczej coś, co było by uśmiechem, gdyby nie to, że nieużywane mięśnie zanikają i to co miało nim być, stało się dziwnym grymasem, który zniknął zanim zdążyłem się odwrócić.

- Co ty tu robisz?
Zawsze ale to zawsze, gdy jestem w pobliżu osoby, która nie jest mi obojętna, mówię rzeczy głupie, odległe od tego co naprawdę chcę powiedzieć i uczucie, że powiedziałem coś nie tak, towarzyszy mi przez całą rozmowę.
- Och, codziennie przychodzę tu sprawdzać, czy jakiś idiota nie przyszedł się zabić.
- Heh.
Jest ze mną coraz gorzej. Nie umiem mówić.
- Au! To naprawdę zabolało, trafiłeś mnie w mój czuły punkt! Z tobą naprawdę jest coraz gorzej. Masz ochotę się przejść?
- Do KFC?
- Nie, w Macu jest promocja na szejki.

Szliśmy w ciszy. Miałem ochotę zapytać o wszystko, wiedzieć o każdej rzeczy związanej z jej życiem, z nią samą i z jej sposobem bycia, nie wiedziałem jak zacząć, uznałem ze to będzie głupie i uzna mnie za dziwaka.

Nie wiem jak zachować się w tej sytuacji. Zdałem sobie sprawę, że jestem niedorozwinięty jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Umysłowy impotent. Brzydkie, samotne zwierzątko. Pierwszy raz w życiu naprawdę źle się z tym czułem.

O tak!

- Tak.
- Co tak?
- Nic, miałem ochotę chociaż raz się z tobą zgodzić.

O kontaktach z ludźmi.

- Odkryłem, że bycie miłym dla ludzi ma swoje dobre strony!
- Serio?
- Serio, jak będziesz dla nich miły i zaufają Ci, to po zranieniu ich cierpią jeszcze bardziej!

poniedziałek

"Tytuł zdradza za dużo" Trzy.

Nie umiem opisać tego miejsca. KFC. Po prostu. Stoły, krzesła. My. Ona jedząca skrzydełko. Dlaczego KFC? Nie wiem.
- A ty nic nie chcesz?
- Nie wziąłem kasy. Zazwyczaj za samobójstwo się nie płaci, uznałem że mi się nie przyda.
- Fakt.
Łapczywość z jaką jadła skrzydełko kurczaka z niewiadomych przyczyń mnie fascynowała.
- Więc, co my tu robimy?
- Ja jem. Ty patrzysz na mnie jak kretyn.
Odwróciłem wzrok. Poza nią jedynym miejscem, w którym się coś działo było to, co działo za szybą. Z morza przechodniów wypłynęła przeraźliwie gruba, nastoletnia dziewczyna poruszająca się z gracją, bez gracji. W koszulce "Born to be star". Właściwie napis się zgadza, pod warunkiem że mówimy tu o gwieździe astronomicznej. Różnice w rozmiarach są minimalne.
W głowie momentalnie pojawił mi się obraz astronoma-amatora obserwującego niebo, który z dumą odkrywa nową "gwiazdę", która, nie wiadomo dlaczego, przypomina z wyglądu człowieka. Z dumą dzwoni do instytutu badawczego i informuje ich o swoim odkryciu. Nazwałby ją
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Co? Przecież jesz.
Nazwałby ją
- Jedzenie nie przeszkadza mi w mówieniu.
- Ale mi przeszkadza. Mlaskasz.
Nazwałby ją
- Wcale nie.
-Och, posłuchaj się chociaż przez chwilę. Jesz te skrzydełka tak, jakbyś pierwszy raz miała w ustach coś innego niż mleko matki.
Pierdolę jakby ją nazwał.
- Dowiem się w końcu, o co chodzi?
- Mówiłam ci już.
- Powiedzmy, że mi to nie wystarcza. Powiedziałaś "Pokażę ci coś", co?
- Nic. Nie poszedłbyś, gdybym tak nie powiedziała.
- Owszem. Ściągnęłaś mnie z dachu. Obywatelski obowiązek spełniony. Możesz być z siebie dumna. Szkoda, że nie było świadków, nie napiszą o tobie w gazecie. Możemy się rozejść?
- Ok. Cześć.
Nie patrząc w moją stronę wróciła do swoich skrzydełek. Strasznie mlaskała.

Wyszedłem zdenerwowany na samego siebie.

piątek

O pogrzebie.

- Jak brzmiały by słowa które chciałbyś, żeby zostały przeczytane na twoim pogrzebie?
- Nie wiem, pewnie podziękował bym rodzinie i znajomym za to, że tyle ze mną wytrzymali, dodał parę słów o tym, że śmierć to dopiero początek i żeby żyli dalej nie przejmując się zbytnio. A twoje?
- Wiem, że przyszliście tutaj tylko po to, żeby się nażreć. Rozumiem to. Tak naprawdę większość z was mnie nie zna. Jeśli mnie zna, pewnie mnie nie lubi. Rozumiem to. Dlatego mam wam do przekazania tylko cztery słowa: wypierdalać, stypy nie będzie.

O Poście Wielkim.

Post jest dla ludzi biednych, nie mających pieniędzy na jedzenie.
Post jest dla ludzi słabych, którzy potrzebują Boga, żeby powstrzymać się przed jedzeniem.
Post jest dla ludzi głupich, którzy dla religii ograniczają podstawowe życiowe potrzeby.
Post jest dla ludzi naiwnych, którzy wierzą, że jednodniowe powstrzymanie się od wpierdalania kiełbasy odkupi ich grzechy.
Post jest dla ludzi wierzących.

środa

O świętach.

- Wiesz czego najbardziej nie lubię w świętach?
- Ty? Radości?
- Nie. Prezentów.
- Dlaczego? Każdy kocha prezenty.
- Prezenty świąteczne to małe lub większe przedmioty, których zadaniem jest pranie mózgów.
- O czym ty mówisz?
- Wiesz kto wymyślił prezenty na święta?
- Korporacje?
- Skąd. Kościół. Od małego dają Ci prezenty w święta kościelne, dlaczego? Żebyś od dziecka kojarzył je z czymś dobrym, żebyś zawsze ich oczekiwał, PAMIĘTAŁ o nich, żebyś zawsze święcił koszyczek we Wielkanoc, żebyś śpiewał kolędy w Boże narodzenie, po to, by tradycję utrzymywały twoje dzieci i choćby pozornie żyły w duchu chrześcijańskim. Gdyby nie to, każdy miałby te święta w dupie, a kościół straciłby lwią część wiernych, a przy okazji przychodów. Czy ktokolwiek przejmuje się wniebowstąpieniem Marii? Czy jakikolwiek nieortodoksyjny chrześcijanin w ogóle wie, kiedy to jest? Nie sądzę. Zacznijmy dawać z tej okazji więcej prezentów niż na gwiazdkę, za 10 lat będzie to najważniejsze święto kościelne w kalendarzu, gwarantuję Ci to.

sobota

"Tytuł zdradza za dużo" Dwa.

Stała przede mną dziewczyna. Na oko 17 lat. Miała skrzyżowane ręce, jakby z nudów. Nie zwróciłem uwagi na żaden szczegół z nią związany. Wyglądała po prostu normalnie.

- Słucham?
Słucham to najmądrzejsze słowo jakie przyszło mi do głowy.
- No wiesz, skok z dachu, sprytne. Jakim cudem nikt wcześniej na to nie wpadł?
- Słabo ironizujesz.
- Słabo popełniasz samobójstwo.
- Skąd wiesz, że chcę się zabić? Przyszedłem popatrzyć.
- Z rozłożonymi rękoma? Więcej widać?
- To gadanie ma mnie powstrzymać?
- Skąd. Skacz.
Zatkało mnie. Podświadomie chciałem, żeby ktoś był na tym dachu. Żeby powiedział mi "Nie skacz!"
- Skacz.
Spodziewałem się że ktoś powie mi, że byłem wyjątkowy.
- Nie byłeś nikim wyjątkowym. Jeśli zabijesz się teraz twoja śmierć będzie jedną z wielu. Skacz.
Spodziewałem się że ktoś powie mi, że moje życie jest zbyt cenne, żeby się zabić.
- Twoje życie jest gówno warte. Skacz.
Spodziewałem się, że ktoś za wszelką cenę będzie chciał mnie powstrzymać.
- Skaczesz czy nie?

Nie. Nie teraz. W tym momencie przestała to być moja decyzja. Ta dziewczyna właśnie odebrała mi jedyną rzecz, nad jaką mogłem przejąć kontrolę. Znałem ją od paru minut a już szczerze jej nienawidziłem. Odsunąłem się od krawędzi.
- Zmieniłeś zdanie?
Szedłem bez słowa w kierunku drzwi. Minąłem ją.
- Więc tak po prostu odejdziesz, mimo że uratowałam Ci życie?
Zdałem sobie sprawę, że to prawda. Każde inne gadanie, każda inna reakcja zakończyła by się tym, że skoczyłbym. Znienawidziłem ją jeszcze bardziej.
- Nie jesteś pępkiem świata. Świat ma Cię w dupie. Albo się z tym pogodzisz i będziesz żył dalej albo myślenie o tym przytłoczy cię tak bardzo, że znów będziesz chciał się zabić. A ja następnym razem siądę tu z popcornem i popatrzę.
Nie wytrzymałem.
- Więc co? Mam dziękować Tobie i Bogu za drugą szansę, wrócić do domu i zacząć cieszyć się życiem? Zacznę chodzić do kościoła, traktować kolejny dzień jak dar dany mi przez Stwórcę, zachwycać się nad cudem życia?
- A może po prostu olej to? Olej to wszystko. Chodź, pokażę Ci coś.
- Masz zamiar zabrać mnie do parku i pokazać jakąś szczęśliwą rodzinkę? A może do przytułku dla bezdomnych gdzie wolontariusze totalnie bezinteresownie wydają bezdomnym jedzenie? Tak, to z pewnością pomoże.
- Zamknij się.

Poszliśmy do KFC.

"Tytuł zdradza za dużo" Jeden.

Budzik nie przestaje dzwonić. Staram się o tym nie myśleć, zakrywam głowę poduszką, pragnę żeby zadziałała jak ściana dźwiękoszczelna.

Nie zadziałała. Budzik dzwoni coraz głośniej, wydaję się, jakby krzyczał "Wstawaj, wstawaj, przeżyj kolejny identyczny dzień, pójdź do szkoły, wróć z powrotem, połóż się spać, do zobaczenia za 24 godziny."

Ciuchy.
Twarz.
Zęby.
Trzask zamykanych drzwi.
Ta sama droga.

Zawsze myślę sobie, że dobrze byłoby dzisiaj pójść inaczej, przez 5 minut widzieć inne drzewa, inne domy, dać się obszczekać innym psom myślącym, że jeśli nie zedrą na mnie gardła, to podejdę i obsikam każdy skrawek ich terytorium. Nim kończę rozważania o zmianie trasy jestem już na przystanku. Przystanek. Ci sami ludzie, zmierzający do pracy lub szkoły. Nie cierpię na nich patrzeć, myślę jak żałosne, puste i bezsensowne jest ich życie, doskonale wiedząc, że moje jest identyczne.
Autobus. Zawsze to samo siedzenie. Zawsze ta sama trasa. Wysiadka. Droga do szkoły, zawsze ta sama trasa.

2+2=4.
Chrzest Polski - 966r.
H2 + 02 = 2H20.

To samo od kilkunastu lat, co rok trudniej. Czytasz prosty wiersz w gimnazjum, żeby potem dowiedzieć się, że tak naprawdę chodzi w nim o coś kompletnie innego. W podstawówce uczysz się rzeczy, które okazują się zaledwie nic nie znaczącym wstępem do tego, co czeka Cię potem.

Przerwa.
Lekcja.
Przerwa.
Lekcja.
Rozmowa.
Przerwa.

Jestem robotem wśród milionów robotów. Zaprogramowany by robić to codziennie to samo, ze sztuczną świadomością, że mogę coś zmienić w moim życiu. Świadomością zakodowaną we mnie tak mocno, że nie potrafię się temu przeciwstawić.

Powrót to domu. Ta sama trasa.
Jestem zbyt zmęczony, żeby myśleć o tym, żeby coś zmienić.

Sen, codziennie ten sam. Jestem zamknięty w klatce z wielkim kołowrotkiem. Patrzę na niego przez jakiś czas. Nie mogę się powstrzymać, wchodzę. Zaczynam biec. Z każdym krokiem coraz szybciej. Po chwili zaczynam być zmęczony, chcę się zatrzymać, nie potrafię. Budzę się w momencie gdy nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Zawsze ten sam sen.

Budzik.
Ciuchy.
Twarz.
Zęby.
Drzwi.
Autobus.
Szkoła.

Mam dość. Każdy neuron mówi mi, że nie chce już czuć, każdy organ nie chce już dłużej pracować, każda szara komórka nie chce dłużej myśleć, pamiętać, istnieć.

Umrzeć, umrzeć szybko, bezboleśnie. Podobno człowiek po powieszeniu dusi się przez 10 minut. Nie mam pistoletu. Nie chcę utonąć. Prawdopodobieństwo przeżycia wypadku samochodowego jest zbyt duże. Wychodzę ze szkoły, wchodzę do pierwszego lepszego bloku. Kilka pięter, kilkaset schodów. Dach. Staję na krawędzi, chodnik kilkadziesiąt metrów pode mną nastraja mnie optymistycznie. Chcę zrobić krok, jedyny krok w moim życiu o którym to ja zadecydowałem.

Co powinienem zrobić przed śmiercią? Pomyśleć o tym, co osiągnąłem w życiu? Nic, skoro chcę się zabić. Żałować ze grzechy? Nie żałuję. Tak na wszelki wypadek wmówić sobie, że Bóg istnieje?
Coś trafia mnie w głowę. Odwracam się, pod moimi nogami leży wypalony do połowy papieros.

- Nie uważasz, że rzucenie się z dachu to mało oryginalny sposób na śmierć?

piątek

O rodzinnym oglądaniu telewizji. (częściowo)

Oglądamy telewizję. Mądry program giełdowy, każda porządna rodzina powinna obejrzeć od czasu do czasu jakiś mądry program, chociażby giełdowy. Cisza. To dobrze, od gadania jest rozmowa, telewizję ogląda się, żeby słuchać telewizora, a nie kogoś. Jeśli chcemy słuchać kogoś - rozmawiamy z nim. Z wyłączonym telewizorem, koniecznie. Chociaż to trudne, niektórzy potrafią prowadzić rozmowę tylko komentując wydarzenia na ekranie. Brak wspólnych tematów. Wchodzi on. Rzekomy żywiciel rodziny. Od razu zacznie gadać, wiem to. Zaczynam odliczanie. Ile wytrzymam tym razem?
Jeden. Dwa. On wie, czemu występują tak duże wahania na giełdzie.
Trzy. Cztery. On wie, jak im zaradzić.
Pięć. Sześć. On, kierowca.
Siedem. Osiem. Skup się, skup się na telewizorze, nie słyszysz go.
Dziewięć. Dziesięć. Skupienie nie pomaga, staram się wyłączyć słuch.
Jedenaście. Dwanaście. Dlaczego ludzie nie mogą wyłączyć narządu, którego w danej chwili nie chcą używać?

"Pstryk, nie słyszę, co do mnie mówisz, ale fajnie ruszasz ustami. Pstryk, nie widzę Cię, nie widzę że jesteś smutna, nie pocieszę Cię. Pstryk, nawet jakbym chciał, to nie mogę, przecież nie umiem mówić."

Trzynaście. Wyszedłem.

poniedziałek

O anarchistach.

Osoby nastoletnie, buntujące się przeciwko zjawiskom których nie rozumieją. Pojęcie "anarchia" i wszelkich ideałów z nią związanych znają z wikipedii albo tego, co opowie im starszy kolega. W przerwach od rozwieszania anarchistycznych plakatów i pogrążania świata w chaosie martwią się sprawdzaniem z matematyki. Jedyne, co robią dla obalenia "systemu" to gadanie o tym, jak fajnie by było go obalić. Żyją z pieniędzy zarobionych przez rodziców w korporacjach, z którymi "walczą". Uważają też, że korporacja jest zła, pod warunkiem że w niej nie jedzą albo nie ubierają się w niej, bo przecież głupio byłoby wyrzucić ulubione dżinsy. Każda ich wada wynika z tego, że im "wolno" i jest to swoiste jebanie systemu. Uwielbiają koszulki z symbolami których również nie rozumieją, wielką popularnością cieszą się te z Che Guevara(wykonywane przez wielkie korporacje, ale kto by się przejmował), człowiekiem, którego uważają za symbol, wiedząc o nim tyle, że "coś tam zrobił", pomijając to, że był komunistą uwielbiającym egzekucje. Ważne, że fajnie wygląda. Zostawienie ich samym sobie na więcej niż 3 dni grozi śmiercią z głodu i tęsknoty za domem.

sobota

O chaosie.

Chaos. Niektórzy boją się chaosu, niektórzy pragną chaosu. Pozbywamy się przecinków a to przecież od nich zależy niekiedy sens całego zdania. Głupi przecinek może zmienić właściwie wszystko. Pozbywamy się też kropek i wszelakich znaków interpunkcyjnych i dużych liter nie ma nic lepszego niż szukanie końca zdania w ciągu (może się wydawać) losowych słów pozbywamy się
spacjiniechwszystkozlejesiewjednącałośćutrudniającczytanietak
mocnojaktylkosiędapozbądźmysięteżlosowychliterpowiedzmyhiytak
wraziegdbtocodziejesieterazztekstemkomusniewstarczałoalama
kotaacaosktórzapanowałjestjużniedozniesienia więc na tym zakończymy.

Wątpię, czy ktokolwiek dotrze do tego momentu, raczej przeczyta go tylko dlatego, że oddzielam go przerwą od reszty. Nie dopiszę reszty, nie powiem, o co chodziło, nie pojawi się puenta. Życie bez odrobiny chaosu byłoby nudne, prawda?

piątek

O chorobie, takiej zwykłej.

Człowiek, który nie wie, że usta podczas kaszlania należy zasłonić. Idący szybko, pewnym krokiem, bo przecież śpieszy się do pracy. Nie przestaje kaszleć. Rozgląda się wokół, siejąc bakterie nie tylko przed siebie, ale i na boki. Pierdolona chodząca epidemia grypy. Nie da się jej zwalczyć, nie ma na to szczepionki, nie podziałają żadne szczepienia, tabletki, żadna profilaktyka. Więc olej to, otwórz usta szerzej, wciągnij cały syf tego świata, wszystkie wirusy, bakterie, choroby jakie tylko możesz, miej to za sobą, zachoruj. Im szybciej tym lepiej. Przeleż swoje, wyzdrowiej. Do następnego razu.

O chorobie nieuleczalej.

- Chciałbym być nieuleczalnie chory, mieć jakiegoś guza czy coś.
- Dlaczego?
- Jestem ciekaw kto by mnie odwiedzał w szpitalu, jak często, o ile w ogóle, co by mówili, jaka by była ich reakcja na to, że umieram i sposób, w jaki by się ze mną pożegnali.
- Jesteś chory.
- Nie, nie jestem. Chciałbym być.

O śmierci.

Nie palę fajek i nie przechodzę na czerwonym świetle, więc albo umrę na raka płuc albo potrąci mnie jakiś pijany kierowca.

niedziela

O Dniu Kobiet. (wpis smutny)

- Kupujesz komuś kwiatka?
- Nie.
- Czemu? Ach, niech zgadnę. Dzień Kobiet, tak samo jak Tłusty Czwartek jest jakimś spiskiem, z tym że nie cukierników tylko kwiaciarzy, tak? Chodzi o sprzedaż ogromnych ilości kwiatów pod pretekstem robienia tego dla osoby którą darzymy szczególną sympatią? I jeszcze pewnie dodasz coś o tym, że kwiaty powinno dawać się bez okazji a nie z powodu jakichś głupich świąt? I pewnie wpleciesz w to komunistów.
- Nie, po prostu nie mam komu go dać.

O religii.

- Ludzie się nas nie słuchają, przydałoby się coś takiego żeby ich łatwo kontrolować.
- Może wymyślmy niewidzialnego starca, którego nazwiemy, nie wiem, Bóg, siedzącego w chmurach, oceniającego nas za każdy uczynek, który decyduje o tym, czy po śmierci będziemy potępieni czy zbawieni, według praw, które sami wymyślimy?
- Daj spokój, nawet największy kretyn w to nie uwierzy.

piątek

O przytakiwaniu.

- Masz tak czasem, że bardzo mocno chciałbyś podyskutować na jakiś temat ale zwyczajnie brakuje Ci słów i jesteś w stanie tylko i wyłącznie przytaknąć?
- Tak.

O cyganach - temat niewdzięczny.

- Daj Pan 10 groszy.
- Nie mam.
- Daj Pan, na bułkę...
- Mogę Ci kupić bułkę.
- Nie, 10 groszy.
- Bułka.
- 10 groszy.
- Buł.. zaraz, czemu ja się kurwa z tobą targuję?!
- Dwadzieścia?
- Piętnaście.

***

- ...
- ...
- Ekhm-khm.
- ?
- No, pieniądze, daj.
- Słucham?
- No tak z 50 groszy.
- To już nawet się nie wysilisz, żeby wymyślić jakiś powód żebym dał Ci te jebane 50 groszy? Nie wiem, masz gronkowca, twoja matka umiera, nie masz na pociąg, potrzebujesz leków, dziecko nie ma książek do szkoły?
- To z dzieckiem dobre, dzięki.

czwartek

O naszej-klasie.

Jesteś stary. Powiedzmy, 60 lat, wnuczek pokazuje Ci tą genialną stronkę. Zakładasz konto. Z radością odkrywasz, że ktoś dodał twoją starą, licealną klasę, ba, są tam nawet ludzie. Pięć osób. Pytasz co z resztą. Większość już umarła. Twój kumpel z ławki też. Zaczynasz o tym myśleć. Też niedługo umrzesz. Nie wrócisz do tamtych czasów. Jesteś już stary, to wszystko bezpowrotnie minęło, zostało Ci tylko ten profil i garstka wspomnień. Dostajesz wiadomość. Zaproszenie na pogrzeb. Przez naszą-klasę, bo nie mogli się z Tobą inaczej skontaktować. W tą sobotę. Twoja szkolna miłość. Rak. Odpisujesz, że będziesz. Zastanawiasz się nad tym chwilę. Zakładasz jej konto pamiątkowe. Zaczynasz rozsyłać zaproszenia do każdego napotkanego profilu.

środa

O trudnej sztuce parzenia herbaty.

- Dlaczego znowu ją wylałeś? Była dobra!
- Za mocna.
- Parzyła się jakieś 10 minut, była idealna!
- Co najmniej jedenaście.
- Co za różnica? Dziesięć, jedenaście?
- Spora. Nie lubię mocnej herbaty.
- Z tym że wczoraj też ją wylałeś.
- Wczorajsza parzyła się za krótko, była za słaba. Nie cierpię słabej.
- Czy Ty kiedykolwiek zaparzyłeś dobrą herbatę?
- Nie.
- Więc po co codziennie ją parzysz?
- Bo kiedyś musi mi wyjść herbata idealna.
- A nie możesz po prostu odmierzyć dziesięciu minut przy pomocy zegarka, tak jak robi każdy normalny człowiek?
- Normalny człowiek nie odczuje satysfakcji zaparzenia idealnej herbaty.
- Ale pije DOBRĄ herbatę. Codziennie.

O tym, że dobrze jest mieć kogoś.

- Nie dam rady.
- Dasz.
- Nie dam.
- Dasz.
- Nie dam.
- Nie dasz.
- Spierdalaj, dam!
- Wiem.

poniedziałek

O narkotykach.

- Czy Bóg może krzyknąć "O mój Boże"? Czy w ten sposób wytworzyłby nowego Boga? Czy byłby to grzech wzywania imienia Pana Boga nadaremnie?
- Weź to odstaw.

O lekcjach i przesadzaniu.

- Dlaczego ludzie zawsze oczekują że im pomożesz a gdy Ty jesteś w potrzebie totalnie Cię olewają, udają że ich nie ma bądź mówią, że są zajęci, byle by tylko wymigać się od pomocy Tobie, mimo że wydawało Ci się że są twoimi przyjaciółmi?
- Daj spokój, to tylko lekcje.

piątek

O ludziach genetycznie niedojebanych.

Widzisz ich. On wygląda jak połączenie przyczepy kempingowej ze stu dwudziestoma kilogramami podgnitej dziczyzny, ona jak spalony martwy płód z długimi blond włosami. On ma dres, ona białe kozaczki. Łączy ich wiele. Oboje kochają techno. Oboje mieli problemy w podstawówce. Oboje nie odróżniają bynajmniej od przynajmniej. Oboje lubią solarium, które spala im twarze tak mocno, że muszą nosić sztuczne brwi ale przy okazji OBOJE nie muszą się golić. Słuchasz o czym gadają z wielką uwagą, ale po trzydziestu sekundach nie możesz sobie przypomnieć, co to było. Nie przejmujesz się tym faktem zbytnio, myśląc po prostu o tym, żeby jak najszybciej stracić ich z oczu. Nie możesz jednak przestać myśleć o tym, że ludzie tacy z pewnością uprawiają seks, z pewnością kiedyś wpadną, z pewnością nie raz, nie dwa, najpewniej pięć. W najgorszym wypadku dzieci się urodzą, w najlepszym zostanie przeprowadzonych pięć aborcji. Myślisz o tym dalej. Masz przed oczami piątkę dzieci... Nie. Stop. Nie chcesz wiedzieć co będzie dalej. Rozmarzyłeś się na temat wirusa zabijającego za upodobania muzycznie, iloraz inteligencji i ilość godzin spędzonych na solarium. Błogo się uśmiechasz.

Za co dostajesz w ryj.