- Nazwisko?
- Skrętkowicz.
- Jak?
- Skrętkowicz.
- A, Skrętowicz.
- Nie, Skrętkowicz.
- Rozumiem.
Na mojej teczce, na mojej WOJSKOWEJ KARTOTECE napisał Skrętowicz.
- Skrętkowicz kurwa przez K, jak AK – tonąłem w braku opanowania, tonąłem w chęci natychmiastowego wyjścia.
Siadam i oglądamy wszyscy losowanie lotto, próbuję sobie wyobrazić, że to Wietnam i tak losują mój miesiąc i wyślą mnie na wojnę, ale jakoś mnie to nie rusza. I tak oglądamy to lotto, a on bierze nasze teczki i czyści nimi biurko z okruszków. Zastanawiam się, czy naprawdę jestem tyle wart, żeby zamiatać blat moją osobowością. A potem leci jakiś stary polski film o dzieciach, ale to chyba za dużo, więc podłączają diwidi i puszczają nam filmy.
Filmy są ciekawe, powiewa w nich dumnie biało-czerwona flaga, ładne panie i mężni panowie prężą się dumnie i z dumą mówią o swojej dumnej służbie i w ogóle czuć w tych filmach jakąś taką dumę. I ta muzyka jak z filmów o dużych bitwach elfów z orkami, łapię się czasem na tym, że się wciągam, bo te karabiny tak głośno strzelają i mocno dymią, a przecież każdy chłopak chcę być żołnierzem, a za mundurem panny sznurem i przyjedź mamo na przysięgę.
Na szczęście polskie wojsko jest niepoważne, i nie umiem się w to wczuć, gdy ktoś na filmie usuwa miny kosiarką Bożena-4.
Potem mam wrażenie, że chcą mi przytrzymać powieki i kazać to oglądać bez przerwy, ale możliwe, że to mi się pomyliło z jakimś filmem.
Wzywają mnie do innego pokoju, siadam i mówię, że nazwisko matki takie i takie, języki ten i ten, a potem moje zainteresowanie. Więc mówię:
- Fotografia, pisanie.
- Co?
- No pisanie, fotografia.
- He?
- LITERATURA.
I pan obok mówi:
- Więc możemy podać sobie rękę.
I sięga do torby, i grzebie w tej torbie i czegoś szuka, i podaje mi cienką książeczkę z zachodem słońca na okładce podpisaną „poezje” i trochę mną trzepie, że to poeta od zachodów słońca. Kartkuję to szybko, uśmiecham się i mówię, że na pewno przeczytam. On mi mówi, że nie przeczytam, bo trzeba dodrukować. Więc mówię, że postaram się znaleźć. Ale on mówi, że nigdzie już nie ma. Więc już chcę powiedzieć „TO KURWA ŁASKI BEZ, SAM SOBIE CZYTAJ”, ale przecież to poeta, wrażliwiec straszny, więc mówię, że i tak poszukam. I znowu chcę wyjść, staję w drzwiach, ale on coś mówi, i ja już pierdolę takiego poetę, co się tak narzuca, poeta jebany przeklęty, i już wychodzę, i przerywam mu w połowie jakiegoś wiesza i pytam, kogo mam zawołać, i już mnie nie ma i mam wrażenie, że rzuca we mnie z tym swoim tomikiem.
Zmieniam pokój, i mam się rozbierać, więc się rozbieram i tak stoję w moich ulubionych bokserkach i patrzą na mnie z każdej strony, ważą mnie i mierzą, jakby mi garnitur szyli, chociaż wiadomo, że kurwa mundur. I wojsko jest dla cwaniaków, więc uczę się szybko ostatniej kolumny liter na tablicy i błyszczę jak sokół, gdy sprawdzają mi wzrok.
I podchodzę do starego lekarza - masz świetne proporcje – trochę się krzywię się, gdy mi to mówi, bo śmierdziało mu z ust, a potem złapał mnie za gumkę od bokserek i patrzy tak chwilę na mojego penisa, przysiągłbym, że może nawet o sekundę za długo, ale co się będę kłócić, jak mam świetne proporcje.
Ale jest też we mnie pewna ułomność, co zaznaczone mam paragrafem i podpunktem i pogurbioną czcionką, mianowicie dwa pryszcze na plecach.
Ale jest też we mnie pewna ułomność, co zaznaczone mam paragrafem i podpunktem i pogurbioną czcionką, mianowicie dwa pryszcze na plecach.
A potem czekam, i czekam jeszcze trochę, czytając jakąś książkę, i moja brygada, moja kompania, moi bracia w ramionach tak patrzą, że mam ochotę podnieść tę książkę do góry i powiedzieć „taaak, too jeeeest ksiąąąążkaaaaa”, ale byli dwa razy więksi ode mnie, więc mogę nimi gardzić tylko głęboko w sobie, ale przynajmniej szczerze.
A potem dostaję kategorię „A”, co wydaje mi się dość śmieszne, bo pierwsze co bym zrobił z karabinem, to strzelił sobie w głowę.
