piątek

O przytakiwaniu.

- Masz tak czasem, że bardzo mocno chciałbyś podyskutować na jakiś temat ale zwyczajnie brakuje Ci słów i jesteś w stanie tylko i wyłącznie przytaknąć?
- Tak.

O cyganach - temat niewdzięczny.

- Daj Pan 10 groszy.
- Nie mam.
- Daj Pan, na bułkę...
- Mogę Ci kupić bułkę.
- Nie, 10 groszy.
- Bułka.
- 10 groszy.
- Buł.. zaraz, czemu ja się kurwa z tobą targuję?!
- Dwadzieścia?
- Piętnaście.

***

- ...
- ...
- Ekhm-khm.
- ?
- No, pieniądze, daj.
- Słucham?
- No tak z 50 groszy.
- To już nawet się nie wysilisz, żeby wymyślić jakiś powód żebym dał Ci te jebane 50 groszy? Nie wiem, masz gronkowca, twoja matka umiera, nie masz na pociąg, potrzebujesz leków, dziecko nie ma książek do szkoły?
- To z dzieckiem dobre, dzięki.

czwartek

O naszej-klasie.

Jesteś stary. Powiedzmy, 60 lat, wnuczek pokazuje Ci tą genialną stronkę. Zakładasz konto. Z radością odkrywasz, że ktoś dodał twoją starą, licealną klasę, ba, są tam nawet ludzie. Pięć osób. Pytasz co z resztą. Większość już umarła. Twój kumpel z ławki też. Zaczynasz o tym myśleć. Też niedługo umrzesz. Nie wrócisz do tamtych czasów. Jesteś już stary, to wszystko bezpowrotnie minęło, zostało Ci tylko ten profil i garstka wspomnień. Dostajesz wiadomość. Zaproszenie na pogrzeb. Przez naszą-klasę, bo nie mogli się z Tobą inaczej skontaktować. W tą sobotę. Twoja szkolna miłość. Rak. Odpisujesz, że będziesz. Zastanawiasz się nad tym chwilę. Zakładasz jej konto pamiątkowe. Zaczynasz rozsyłać zaproszenia do każdego napotkanego profilu.

środa

O trudnej sztuce parzenia herbaty.

- Dlaczego znowu ją wylałeś? Była dobra!
- Za mocna.
- Parzyła się jakieś 10 minut, była idealna!
- Co najmniej jedenaście.
- Co za różnica? Dziesięć, jedenaście?
- Spora. Nie lubię mocnej herbaty.
- Z tym że wczoraj też ją wylałeś.
- Wczorajsza parzyła się za krótko, była za słaba. Nie cierpię słabej.
- Czy Ty kiedykolwiek zaparzyłeś dobrą herbatę?
- Nie.
- Więc po co codziennie ją parzysz?
- Bo kiedyś musi mi wyjść herbata idealna.
- A nie możesz po prostu odmierzyć dziesięciu minut przy pomocy zegarka, tak jak robi każdy normalny człowiek?
- Normalny człowiek nie odczuje satysfakcji zaparzenia idealnej herbaty.
- Ale pije DOBRĄ herbatę. Codziennie.

O tym, że dobrze jest mieć kogoś.

- Nie dam rady.
- Dasz.
- Nie dam.
- Dasz.
- Nie dam.
- Nie dasz.
- Spierdalaj, dam!
- Wiem.

poniedziałek

O narkotykach.

- Czy Bóg może krzyknąć "O mój Boże"? Czy w ten sposób wytworzyłby nowego Boga? Czy byłby to grzech wzywania imienia Pana Boga nadaremnie?
- Weź to odstaw.

O lekcjach i przesadzaniu.

- Dlaczego ludzie zawsze oczekują że im pomożesz a gdy Ty jesteś w potrzebie totalnie Cię olewają, udają że ich nie ma bądź mówią, że są zajęci, byle by tylko wymigać się od pomocy Tobie, mimo że wydawało Ci się że są twoimi przyjaciółmi?
- Daj spokój, to tylko lekcje.

piątek

O ludziach genetycznie niedojebanych.

Widzisz ich. On wygląda jak połączenie przyczepy kempingowej ze stu dwudziestoma kilogramami podgnitej dziczyzny, ona jak spalony martwy płód z długimi blond włosami. On ma dres, ona białe kozaczki. Łączy ich wiele. Oboje kochają techno. Oboje mieli problemy w podstawówce. Oboje nie odróżniają bynajmniej od przynajmniej. Oboje lubią solarium, które spala im twarze tak mocno, że muszą nosić sztuczne brwi ale przy okazji OBOJE nie muszą się golić. Słuchasz o czym gadają z wielką uwagą, ale po trzydziestu sekundach nie możesz sobie przypomnieć, co to było. Nie przejmujesz się tym faktem zbytnio, myśląc po prostu o tym, żeby jak najszybciej stracić ich z oczu. Nie możesz jednak przestać myśleć o tym, że ludzie tacy z pewnością uprawiają seks, z pewnością kiedyś wpadną, z pewnością nie raz, nie dwa, najpewniej pięć. W najgorszym wypadku dzieci się urodzą, w najlepszym zostanie przeprowadzonych pięć aborcji. Myślisz o tym dalej. Masz przed oczami piątkę dzieci... Nie. Stop. Nie chcesz wiedzieć co będzie dalej. Rozmarzyłeś się na temat wirusa zabijającego za upodobania muzycznie, iloraz inteligencji i ilość godzin spędzonych na solarium. Błogo się uśmiechasz.

Za co dostajesz w ryj.

O śniegu.

- Do czego porównałbyś płatki śniegu?
- Do imigrantów. Są ich miliony, nikt ich nie lubi, nie da się ich powstrzymać, odbierają ci chęć do życia, czasem tracisz przez nich pracę, a najchętniej potraktowałbyś ich łopatą.

czwartek

O tłustego czwartku początkach.

- Zróbmy jeden dzień w roku w którym sprzedamy wszystkie pączki, które nie zeszły w ciągu ostatniego miesiąca i dowalmy do tego ideologię, że to taki dzień w którym nawet grubasy mogą jeść pączki!
- Ok!

wtorek

O Boże.

- Dlaczego każdy wpis ma formę "O czegoś"?
- O kurwa, nie wiem.

O starości.

Nie mogę przestać myśleć o tym, że kiedyś będę stary, i z łezką wspomnień w oku będę myślał jak fajnie było być młodym i myśleć o tym, o czym będę myślał jak będę stary.

O związkach. (cała prawda)

- Wkurza mnie, że bez przerwy mówisz o rzeczach które ja osobiście mam w dupie.
- I informujesz mnie o tym dopiero teraz, po dwóch latach?
- Wiesz, głupio by było milczeć przez dwa lata.

poniedziałek

O się-wkurwianiu.

Czasem wkurwiam się na to, że tak dużo rzeczy mnie wkurwia, a czasem na to, że akurat dzisiaj nie wkurwia mnie nic, co jest chyba jeszcze bardziej wkurwiające, niż to, gdy coś wkurwia mnie z sensownego powodu, bo to po części takie szukanie wkurwienia na siłę. Zdarza mi się wkurwianie gdy ktoś koło mnie przejdzie albo po prostu istnieje. A czasem wkurwiające jest gdy nikogo nie ma w pobliżu. Często wkurwiają mnie osoby, które lubię, a raczej sam fakt, że ich lubię, bo lubienie kogoś niesie za sobą całą masę mniejszych i większych podkurwień. Co i tak jest mniej wkurwiające niż nie lubienie kogoś, co jest tak oczywiste, że aż wkurwiające. Więc wychodzi na to, że w przerwach od wkurwiania zazwyczaj się wkurwiam, przerywając to krótkimi momentami na chwilę wkurwienia.

O dojrzewaniu.

14 lat to dziwny wiek. Stojąc przy kasie kupując sobie Klocki Lego i Kaczora Donalda, jednoczenie nie można przestać patrzeć na cycki sprzedawczyni, myśląc o tym, jak fajnie byłoby się z nią przespać.

wtorek

O szpitalnych poczekalniach.

Czekanie na ratunek, śmierć, lub receptę. W akompaniamencie rozmów starych ludzi o ich chorobach, dolegliwościach ich dzieci, prostacie ich mężów i żylakach sąsiadki. Szeptem, ale tak żeby wszyscy słyszeli.