To był zwykły wakacyjny dzień. Padało. Znów. Właściwie zawsze pada. Po cichu liczę, że to biblijna powódź i podczas gdy zaleje nas nieskończony deszcz wymyje mi z głowy myśli, które się w niej kłębią. Ją.
Grzmi. Gdybym miał być zjawiskiem pogodowym (właściwie nie wiem czemu miałbym mieć taki wybór, nie wyobrażam też sobie, że ktoś chciałby być np. mżawką) byłbym burzą. Czemu? Nieuchwytność? Chyba.
Błyska. Ktoś używa wielkiej lampy błyskowej żeby robić zdjęcia idiotom którzy ze strachu chowają się w domach.
Zadzwonić? Napisać? Pójść?
Nie potrafię.
Burza przeszła. Teraz powinna pojawić się tęcza, z którą może być jednak problem, bo jest noc.
Następnym razem.
Nie pada. Nie ma powodzi. Noe 2 nie przepłynął pod moim oknem.
Następnym razem.
Prawie zebrałem się w sobie.
Prawie robi... nie. Prawie chuj.
Zawód za zawodem.
(Bo ludzie tacy są).
Przerwa.
***
DEM.
- Kocham Cię. - Ja też.
Dobranoc.
czwartek
środa
O polityce. (tylko trochę)
- Aleksander Sopliński z PSL-u chce ocenzurować telewizję wycinając z niej schabowego i inne "niezdrowe" potrawy, zastępując je zupami. Wszystko po to, aby promować wśród polaków zdrowe odżywianie. Swoją drogą, ciekawe, czy gdy żona zrobi mu schabowego to oburzony wyrzuca go do kosza i każe podać sobie trochę sałaty i tofu.
Ale gdy tak patrzę na niego i innych posłów, wydaję mi się, że widząc żonę podającą mu jakąś sałatkę każe jej się nie wygłupiać i dać mu kartofle i kawał mięsa.*
- Więc po co to wszystko?
- A co, mają zajmować się czymś sensownym? Po co? Żeby coś spieprzyli? Lepiej zadbać o dobre odżywianie Polaków. Zdrowie jest przecież najważniejsze!
* Najlepiej schabowego.
Ale gdy tak patrzę na niego i innych posłów, wydaję mi się, że widząc żonę podającą mu jakąś sałatkę każe jej się nie wygłupiać i dać mu kartofle i kawał mięsa.*
- Więc po co to wszystko?
- A co, mają zajmować się czymś sensownym? Po co? Żeby coś spieprzyli? Lepiej zadbać o dobre odżywianie Polaków. Zdrowie jest przecież najważniejsze!
* Najlepiej schabowego.
sobota
O wakacjach.
- Wakacje!!
- No!!
- Juhu!!
- Hurraa!!
- To co robimy??
- Hm...
- Może... niee...
- Albo, hmm...
- ...
- ...
- No!!
- Juhu!!
- Hurraa!!
- To co robimy??
- Hm...
- Może... niee...
- Albo, hmm...
- ...
- ...
czwartek
O tym, jak powstał świat.
Żartuję, nie wiem.
Próbując ogarnąć to rozumem. Jeśli wszechświat ciągle się rozszerza to co jest w miejscu, gdzie jeszcze nie dotarł? Jeśli świat zaczął się od Wielkiego Wybuchu(r), to co było wcześniej, i co Wielce Wybuchło? Czy to wszystko w ogóle ma początek?
- Zastanawiałeś się kiedyś, jak powstał świat?
- Mam wystarczająco dużo własnych problemów
- No ale nie fascynuje cię to?
- A wymyślę w tej sprawie coś nowego?
- No nie ale..
- Nie uważasz, że zamiast myśleć o czymś, czego nikt, nigdy nie ogarnie lepiej byłoby zająć się sobą albo starać się rozwiązać zdecydowanie bardziej przyziemne problemy, takie jak nie wiem, głód na świecie?
- Wszechświat jest ciekawszy!
- Powiedz to głodnym dzieciom.
- Co tam jakieś dzieci, w obliczu odkrycia największej zagadki ludzkości!
- Powiedz to ich matkom.
- Co tam jakieś matki, w obliczu prawdy ostatecznej!
- Czyli gdybyś miał wybór, nakarmić głodne dziecko a dowiedzieć się trochę więcej o wszechświecie wybrałbyś to drugie?
- Zdecydowanie.
- Ja też.
Próbując ogarnąć to rozumem. Jeśli wszechświat ciągle się rozszerza to co jest w miejscu, gdzie jeszcze nie dotarł? Jeśli świat zaczął się od Wielkiego Wybuchu(r), to co było wcześniej, i co Wielce Wybuchło? Czy to wszystko w ogóle ma początek?
- Zastanawiałeś się kiedyś, jak powstał świat?
- Mam wystarczająco dużo własnych problemów
- No ale nie fascynuje cię to?
- A wymyślę w tej sprawie coś nowego?
- No nie ale..
- Nie uważasz, że zamiast myśleć o czymś, czego nikt, nigdy nie ogarnie lepiej byłoby zająć się sobą albo starać się rozwiązać zdecydowanie bardziej przyziemne problemy, takie jak nie wiem, głód na świecie?
- Wszechświat jest ciekawszy!
- Powiedz to głodnym dzieciom.
- Co tam jakieś dzieci, w obliczu odkrycia największej zagadki ludzkości!
- Powiedz to ich matkom.
- Co tam jakieś matki, w obliczu prawdy ostatecznej!
- Czyli gdybyś miał wybór, nakarmić głodne dziecko a dowiedzieć się trochę więcej o wszechświecie wybrałbyś to drugie?
- Zdecydowanie.
- Ja też.
sobota
O Tobie, Tobie i Tobie.
Osoba zbyt głupia, aby mieć własne zdanie. Zbyt tchórzliwa, by głosić własne zdanie. Zbyt naiwna, by wątpić w zdanie innych. Zbyt słaba, by umieć się postawić. Zbyt, nie mam pojęcia jaka, żeby chcieć się postawić. Zbyt fałszywa, by powiedzieć coś wprost. Zbyt nijaka, żeby chcieć zrobić coś inaczej. I żebym ja chciał pisać coś więcej.
Jeśli myślisz, że to na pewno nie jest o Tobie, pomyśl jeszcze raz.
Jeśli myślisz, że to na pewno nie jest o Tobie, pomyśl jeszcze raz.
czwartek
O ilościach śladowych.
- Kupiłem dziś pestki dyni (łuskane).
Z tylu opakowania było napisane:
Wyprodukowano w Chinach.
Produkt może zawierać śladowe ilości orzechów ziemnych, orzechów laskowych, orzechów włoskich, orzechów nerkowca, migdałów, pistacji oraz sezamu.
- Brakuje ostrzeżenia o śladowych ilościach małych chińskich dzieci i części samochodowych.
- I dżinsów.
Z tylu opakowania było napisane:
Wyprodukowano w Chinach.
Produkt może zawierać śladowe ilości orzechów ziemnych, orzechów laskowych, orzechów włoskich, orzechów nerkowca, migdałów, pistacji oraz sezamu.
- Brakuje ostrzeżenia o śladowych ilościach małych chińskich dzieci i części samochodowych.
- I dżinsów.
O przyjaźni.*
* O tym, że nie każdy może mieć przyjaciela, o tym, że nie każdy powinien mieć (zasługuje na) przyjaciela, o tym, że nie każdy nadaje się na przyjaciela, o tym, że nie każdy (mało kto) wie, co to przyjaźń.
- Straciłem przyjaciela. Znaliśmy się dziesięć lat. Mówiliśmy sobie wszystko, wiedzieliśmy o sobie wszystko. Gdy w moim życiu pojawiły się kłopoty, powiedział, że nie chcę żeby moje problemy wpływały na jego życie i odszedł.
- Nie martw się. Ja też straciłem kiedyś przyjaciela. Ale już jest dobrze.
- Tak? A co się stało?
- Znudził mi się.
- Straciłem przyjaciela. Znaliśmy się dziesięć lat. Mówiliśmy sobie wszystko, wiedzieliśmy o sobie wszystko. Gdy w moim życiu pojawiły się kłopoty, powiedział, że nie chcę żeby moje problemy wpływały na jego życie i odszedł.
- Nie martw się. Ja też straciłem kiedyś przyjaciela. Ale już jest dobrze.
- Tak? A co się stało?
- Znudził mi się.
"Tytuł zdradza za dużo" Pięć.
- Sąsiad rozbiera dach z azbestu, nie otwieraj dzisiaj okna.
- Ok.
Poszedłem na górę, otworzyłem okno i wziąłem kilka głębokich wdechów. Robienie zawsze na odwrót sprawia mi chyba w życiu najwięcej frajdy. Westchnąłem z zadowoleniem.
Powietrze z azbestem działa na mnie lepiej niż to górskie.
Stojąc w oknie rozmyślałem o wczorajszym dniu. I właściwie nie wiedziałem co o tym myśleć. Właściwie było do kitu. Nie rozmawialiśmy. Nie umiem rozmawiać. To wszystko jej wina. To ona wywołuje u mnie wewnętrzną blokadę. To przy niej czuję się tak, jakby cokolwiek co miałbym powiedzieć będzie głupie i bezsensowne. Wciąż mam jej za złe, że była na tym dachu, że się poznaliśmy, że wciąż siedzi w mojej głowie. Wciąż mam jej za złe, że przez nią nie skoczyłem.
Gdyby ona próbowała skoczyć z dachu, dmuchałbym jej w plecy.
Gdyby ona próbowała łyknąć jakieś proszki, dałbym jej silniejsze.
Gdyby ona próbowała podciąć sobie żyły, podałbym jej ostrzejszy nóż.
Gdyby ona próbowała się powiesić, upewniłbym się, że zrobiłaś odpowiednią pętle.
Właściwie, mógłbym zabić się teraz.
Właściwie, nie mógłbym.
Pierdolę. Mam dość myślenia o tym wszystkim.
Dzień spędziłem na koszeniu trawy i porządkach w ogrodzie.
Od dwóch lat próbuję przekonać matkę o upodobnieniu ogrodu do afrykańskiej sawanny. Wysoka trawa, której nikt nigdy nie kosi. Naturalna dzikość, którą człowiek może tylko oglądać, nigdy w nią nie ingerować bo zaburzy ekosystem. Tylko, że nasza będzie taka lepsza, bo nie będzie tu lwów.
Gdy wróciłem do domu, w kontakcie włączony miałem środek na komary. Jeden z nich upadł mi na biurko i dogorywał.
- Co, męczysz się, skurwielu?
Nie, nie odpowiedział mi.
Naprawdę dziwne by było jakby mi odpowiedział.
Padał deszcz. Lubię jak pada. Zastanawiam się czy to nie dlatego, że siedzenie w domu jest wtedy uzasadnione.
Oglądałem jakiś film. Właściwie powinien mieć tytuł "Jakiś" bo był tak przewidywalny i sztampowy, że nie zasługiwał nawet na własną, oryginalną nazwę.
Kobieta i mężczyzna. (Jej przyjaciel gej. Jego przyjaciel rasowy macho.) Nie znoszą się na początku. On od dawna jest z inną. Zakochują się w sobie. Rzuca inną. Są ze sobą. Nieporozumienie wywoływane przez inną. Kryzys. Pogodzenie się. Ślub. Pokazanie, jak życie innej legło w gruzach. Happy end.
Lubię bawić się w "Zgadnij, co będzie dalej" oglądając filmy.
Nie lubię bawić się w "Zgadnij, co będzie dalej" myśląc o sobie.
Poszedłem spać w świetnym humorze wynikającym z niczego.
Śnił mi się sen bez nawiązań, znaczeń, i powodów do nieprawidłowej interpretacji.
Obudziłem się w beznadziejnym humorze wynikającym z niczego.
Jeśli miałbym uzasadniać każdą zmianę nastroju wynikałyby one chyba z tego, że ktoś koło mnie przeszedł albo przechyliłem głowę w prawo. Albo zobaczyłem jak ktoś otwiera okno. Albo przez chmurę, która była biała.
Łał.
- Ok.
Poszedłem na górę, otworzyłem okno i wziąłem kilka głębokich wdechów. Robienie zawsze na odwrót sprawia mi chyba w życiu najwięcej frajdy. Westchnąłem z zadowoleniem.
Powietrze z azbestem działa na mnie lepiej niż to górskie.
Stojąc w oknie rozmyślałem o wczorajszym dniu. I właściwie nie wiedziałem co o tym myśleć. Właściwie było do kitu. Nie rozmawialiśmy. Nie umiem rozmawiać. To wszystko jej wina. To ona wywołuje u mnie wewnętrzną blokadę. To przy niej czuję się tak, jakby cokolwiek co miałbym powiedzieć będzie głupie i bezsensowne. Wciąż mam jej za złe, że była na tym dachu, że się poznaliśmy, że wciąż siedzi w mojej głowie. Wciąż mam jej za złe, że przez nią nie skoczyłem.
Gdyby ona próbowała skoczyć z dachu, dmuchałbym jej w plecy.
Gdyby ona próbowała łyknąć jakieś proszki, dałbym jej silniejsze.
Gdyby ona próbowała podciąć sobie żyły, podałbym jej ostrzejszy nóż.
Gdyby ona próbowała się powiesić, upewniłbym się, że zrobiłaś odpowiednią pętle.
Właściwie, mógłbym zabić się teraz.
Właściwie, nie mógłbym.
Pierdolę. Mam dość myślenia o tym wszystkim.
Dzień spędziłem na koszeniu trawy i porządkach w ogrodzie.
Od dwóch lat próbuję przekonać matkę o upodobnieniu ogrodu do afrykańskiej sawanny. Wysoka trawa, której nikt nigdy nie kosi. Naturalna dzikość, którą człowiek może tylko oglądać, nigdy w nią nie ingerować bo zaburzy ekosystem. Tylko, że nasza będzie taka lepsza, bo nie będzie tu lwów.
Gdy wróciłem do domu, w kontakcie włączony miałem środek na komary. Jeden z nich upadł mi na biurko i dogorywał.
- Co, męczysz się, skurwielu?
Nie, nie odpowiedział mi.
Naprawdę dziwne by było jakby mi odpowiedział.
Padał deszcz. Lubię jak pada. Zastanawiam się czy to nie dlatego, że siedzenie w domu jest wtedy uzasadnione.
Oglądałem jakiś film. Właściwie powinien mieć tytuł "Jakiś" bo był tak przewidywalny i sztampowy, że nie zasługiwał nawet na własną, oryginalną nazwę.
Kobieta i mężczyzna. (Jej przyjaciel gej. Jego przyjaciel rasowy macho.) Nie znoszą się na początku. On od dawna jest z inną. Zakochują się w sobie. Rzuca inną. Są ze sobą. Nieporozumienie wywoływane przez inną. Kryzys. Pogodzenie się. Ślub. Pokazanie, jak życie innej legło w gruzach. Happy end.
Lubię bawić się w "Zgadnij, co będzie dalej" oglądając filmy.
Nie lubię bawić się w "Zgadnij, co będzie dalej" myśląc o sobie.
Poszedłem spać w świetnym humorze wynikającym z niczego.
Śnił mi się sen bez nawiązań, znaczeń, i powodów do nieprawidłowej interpretacji.
Obudziłem się w beznadziejnym humorze wynikającym z niczego.
Jeśli miałbym uzasadniać każdą zmianę nastroju wynikałyby one chyba z tego, że ktoś koło mnie przeszedł albo przechyliłem głowę w prawo. Albo zobaczyłem jak ktoś otwiera okno. Albo przez chmurę, która była biała.
Łał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)