Na Gwiazdkę budzisz się przy światłach choinki z własnymi rzygowinami za zębami, zagryzając to czekoladą, jedyną rzeczą, którą przyniósł Ci Mikołaj i dziękujesz Jezusowi, że został ci tylko tydzień życia.
Nie ma za co, odpowiada ci powieszona za jedną nogę, fluorescencyjna figurka, bujająca się radośnie na swym plastikowym krzyżu.
piątek
czwartek
Pomyje
Mgła rozwiewała nam włosy i wywracała parasole na drugą stronę. Wślizgiwała nam się do uszu i upijała ostatnie trzeźwe myśli. Nasze kroki były senne i powolne, chodziliśmy w niej jak w miodzie, własne ciała odczuwaliśmy, jak gdyby wyszły z wody, zapominając o swojej lądowej masie. Brodziliśmy w męczącej konsystencji.
Chciałem złapać Cię za rękę, odtrąciłaś ją, a mgła, widocznie wrażliwa na nasze uczucia, zagęściła się w tym miejscu, zostawiając w powietrzu mazistą, białą smugę.
Zatrzymałaś się. Wiem co myślisz, nie możemy już iść tą samą drogą. Z trudem odwróciłem głowę, mgła stała się żywiczna, zaczęła krępować mi usta i wpływać do gardła. Krążyła mi już w żyłach, wyrzeczywistniała mnie. Byłaś już daleko, widziałem Cię jak przez mydlane pomyje, jak zarys, plamę, marny silłet.
- Idziesz? - Zdążyłem zapytać, potem była biel.
sobota
Sam, Z Wizgiem W Uszach, Kroczyłem Za Horyzontem, Aż Ten Przestał Być Mi Bliski
Podążałem Za Śladami, Które Urwały Się, Wzbudzając We Mnie Zaniepokojenie
Ruszyłem Jednak Dalej, Stawiając Pierwsze Kroki Na Nieznanym
Ze Wspomnieniami Topniejącymi Jak Śnieg Pod Ciężarem Moich Stóp
Subskrybuj:
Posty (Atom)

