Miejsce było niezwykłe, przynajmniej dla niego. Zewsząd trawa - najmocniej składająca się z trawy trawa świata, definicja idealnej rośliny. Otoczony drzewami (zawsze chciał znać ich gatunki aby lepiej o nich pisać), których liście przy silnym wietrze wyglądały jak łuski drewnianej ryby świecącej w wodzie każdym odcieniem zieleni. Całe to miejsce było zapadnięte w ziemi, jakby chciało schować się przed oczami ludzi albo przeciwnie, czekało na odnalezienie.
Jego myśli były grubym pięćdziesięciolatkiem przełączającym kanały na satelicie, który nie może zdecydować się co oglądać. Programy były różne, żaden jednak nie mógł przykuć jego uwagi na dłużej.
Telenowela o nastolatku, który nigdy nie czuł się tak zagubiony, film fabularny produkcji radzieckiej traktujący o bombach atomowych, sitcom, przy którym czasem nawet się uśmiechnął, program teologiczny "Ja i mój Pan" (a może to był program o psach, nie był pewny), oraz pornos.
Potrząsnął głową wyrzucając myśl o telewizorze z głowy, a kulkę która wypadła mu z ucha podniósł i rzucił na stok kulek - myśli bezużytecznych.
Zdrętwiał, jednak ostatnie co teraz chciał to wstać. Wracanie w kierunku domu kojarzy mu się z samotnością, taką, której teraz by nie wytrzymał.
Nie miał już o czym myśleć. Wstał i ruszył powoli, żeby spędzić tutaj chociaż trochę więcej czasu.
A wiatr był z nim.
piątek
sobota
Dla powodzian.
- Nie chcę mi się iść jutro do szkoły.
- Możesz udawać jakąś chorobę.
- Jaką?
- Odrę.
Jest dość SUCHO, jestem jakby WOREK Z PIASKIEM, bo wena ze mnie SPŁYNĘŁA. Brakuje mi uczucia, że robi mi się MOKRO od napisania czegoś. Właściwie to ZASCHŁO mi w mózgu, czekam na metaforyczny orzeźwiający DESZCZYK, aż ZALEJE mnie MORZE pomysłów, aż PĘKNĄ WAŁY TAMUJĄCE moją wyobraźnie.
Albo UTOPIĘ się w RZECE.
Jestem niedorzeczny.
I to tyle bo moja twórczość umarła, a ja nie mogę się na niczym skupić. Powrót w wakacje.
- Możesz udawać jakąś chorobę.
- Jaką?
- Odrę.
Jest dość SUCHO, jestem jakby WOREK Z PIASKIEM, bo wena ze mnie SPŁYNĘŁA. Brakuje mi uczucia, że robi mi się MOKRO od napisania czegoś. Właściwie to ZASCHŁO mi w mózgu, czekam na metaforyczny orzeźwiający DESZCZYK, aż ZALEJE mnie MORZE pomysłów, aż PĘKNĄ WAŁY TAMUJĄCE moją wyobraźnie.
Albo UTOPIĘ się w RZECE.
Jestem niedorzeczny.
I to tyle bo moja twórczość umarła, a ja nie mogę się na niczym skupić. Powrót w wakacje.
wtorek
18
Puzzle się zgubiły, misie wypłowiały. pół armii nie żyje, resoraki nie mają już kół.
Nie ma się gdzie schować, baba-jaga nie patrzy, nie zmieszczę się już pod stół.
W drodze z A do B jestem na Ą.
Moją listę rzeczy, które muszę zrobić w ciągu roku spalę zakopię porwę i przeżuję.
Kostka brukowa JEST jedną z wielu.
Mam 18 lat, blogi to błahostki.
Pieniądze są lepsze od życzeń.
A sobie życzę więcej dedykacji na przedmiotach niededykowanych (mi).
Mogę się przyzwyczaić do noszenia dowodu?
Dlaczego pożegnania zawsze są do dupy?
Nie ma się gdzie schować, baba-jaga nie patrzy, nie zmieszczę się już pod stół.
W drodze z A do B jestem na Ą.
Moją listę rzeczy, które muszę zrobić w ciągu roku spalę zakopię porwę i przeżuję.
Kostka brukowa JEST jedną z wielu.
Mam 18 lat, blogi to błahostki.
Pieniądze są lepsze od życzeń.
A sobie życzę więcej dedykacji na przedmiotach niededykowanych (mi).
Mogę się przyzwyczaić do noszenia dowodu?
Dlaczego pożegnania zawsze są do dupy?
Subskrybuj:
Posty (Atom)