Rozglądam się po twarzach, po ciałach, na wbijane w plecy noże i wzajemne oblizywanie ostrzy.
Zastanawiam się, czy byłbym w stanie krzyknąć "dość, kurwa!", ale przecież ja tu nie jestem, żeby ratować świat - wręcz przeciwnie, my ten świat mieliśmy wywrócić do góry nogami. Świat był dla nas, nie my dla świata, nasze wartości miały przyjąć się same, ale wartości już nie ma, wartości wpadły w gówno, za przeproszeniem, w rzygi, idea stała się niezaszczepialna. Już na początku nikt nie zauważył, że pies zdechł zanim ujrzał światło monitora, urodził się bez serca i nawet, gdyby przeżył, potrafiłby tylko żreć i się pieprzyć.
Mówiliśmy światu "spierdalaj", a teraz świat mówi nam "to wy spierdoliliście".
Nie potraficie ze sobą rozmawiać, a czym, jak nie słowem, chcieliście zdobyć ten świat?
Wasz świat był planetą bez pokrycia, pragnęliście, żeby wszystko pierdolnęło, bo tak byłoby łatwiej, umrzeć przy wybuchających wulkanach zalewanych przez ogromne fale, trzymać się za ręce przy topniejącym słońcu, z uśmiechem pokazywać palcami spadające bomby, odejść w momencie, gdy wszyscy myśleli, że cel był szczytny, pobudki szlachetne, a wartości niezaprzeczalne, nienaruszalne i nieprzemijalne.
Ale na głowę spadły wam dekoracje - styropianowe fale, radio puszczające syrenę alarmową, paczka fajerwerków i dwie petardy. Okazało się, że można jeszcze żyć, można się śmiać, a nawet czasem zapomnieć i poddać się chwili. Ale najgorzej jest w nocy, bo tak bardzo nienawidzisz wtedy przysłowia, że czas leczy rany, że do wesela się zagoi, nienawidzisz siebie za to, że zaczynasz czuć się dobrze, nie możesz spojrzeć w lustro, bo przyzwyczajasz się do normalności, a przecież na duszę matki zarzekałeś się, że już nigdy nie będzie, jak kiedyś.
Końca świata nigdy nie było i to jest waszą największą tragedią.
środa
niedziela
Listy z kodeksów prawnych
(...) W niedzielę, dwudziestego siódmego marca siedzimy i pytamy się nawzajem "co teraz?", ze świadomością, że to jak ciągłe zaglądanie do lodówki, w której nic przecież nie ma.
Mijasz pewne miejsca, słyszysz pewnie słowa i do głowy wpada ci myśl - zupełnie jak po zgaszeniu światła, gdy przed oczami pojawiają ci się wczorajsze sny.
Mijasz pewne miejsca, słyszysz pewnie słowa i do głowy wpada ci myśl - zupełnie jak po zgaszeniu światła, gdy przed oczami pojawiają ci się wczorajsze sny.
piątek
niedziela
Lodołamacz
Moja matka czyta teraz książkę bez tytułu, bo sprzedaż wzrośnie, będącą najbardziej typowym romansidłem.
Po wielu fabularnych zawirowaniach, odmowach i seksie, na ostatnich stronach, po sakramentalnym 'tak', autorka umieściła PRZEPIS NA CIASTO.
JEST TO NOWA ERA LITERATURY KOBIECEJ.
Literatura, która w subtelny sposób mówi kobiecie - "No, no, już, już, popłakałaś sobie, opowieść była smutna, ale przecież dobrze się skończyła, spędzisz teraz resztę dnia, myśląc, że dobrze by było, gdyby cię to spotkało, ale teraz RÓB DZIECIOM CIASTO, DZIWKO!"
Po wielu fabularnych zawirowaniach, odmowach i seksie, na ostatnich stronach, po sakramentalnym 'tak', autorka umieściła PRZEPIS NA CIASTO.
JEST TO NOWA ERA LITERATURY KOBIECEJ.
Literatura, która w subtelny sposób mówi kobiecie - "No, no, już, już, popłakałaś sobie, opowieść była smutna, ale przecież dobrze się skończyła, spędzisz teraz resztę dnia, myśląc, że dobrze by było, gdyby cię to spotkało, ale teraz RÓB DZIECIOM CIASTO, DZIWKO!"
Subskrybuj:
Posty (Atom)