poniedziałek

O tym, że próbuję porozmawiać z poduszką.

Z okazji zbliżającego się roku szkolnego życzę wszystkim uczącym się wakacji za dziesięć miesięcy.

Bo i tak będziecie mieć dość po miesiącu.

- Zastanawiałeś się kiedyś...
- Nie dzisiaj.

Jestem zmęczony.

A mnie męczysz.

- Co zrobiłeś w te wakacje?
- Przetrzymałem je.

- Co byś zrobił, gdyby ktoś ci powiedział, że jutro umrzesz?
- Umarłbym ze strachu.

Kiedy siedzenie w jednym miejscu zaczyna ci przeszkadzać obróć krzesło w drugą stronę.

- Dlaczego piszesz tak chaotycznie?

- Czym jest samotność?
- To jak siedzisz sam w pokoju myśląc nad tym, czy jak się mocno skupisz uda ci się porozmawiać z poduszką.

środa

O "tym", mniej o "tamtym" i o "owym" jeszcze trochę mniej.

Myśląc o tym, co chcę napisać wcale nie zastanawiam się nad tym, co chcę napisać i jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało rzeczywiście jest dziwne.
Bo to nie jest tak, że siadasz, mówiąc sobie "napiszę dziś o tym" i piszesz o tym, jakie "to" jest wspaniałe, w porównaniu do na przykład "tamtego", które już wcale takie wspaniałe nie jest. O "owym" nie wspominając.
I gdy tak myślisz o "tym", nie myśląc o "tamtym" wcale, zastanawiasz się w tej samej chwili (ale to tylko, gdy "myśleć" i "zastanawiać" jednocześnie nie sprawia problemów) czy to, o czym myślisz (jednocześnie się zastanawiając ale nie mieszajmy już, bo powstanie masło maślane, a za nie płaci się dwa razy więcej, na co nie stać nas z uwagi na kryzys literacki, autora oraz gospodarczy, świata, dotyczący autora również, ale w stopniu mniejszym) czy to, o czym myślisz (przypomnienie po długim nawiasie, przez który można całkiem zgubić wątek) czy to, o czym myślisz naprawdę ma sens.
Gdy po dłuższej (lub krótszej, ja nie oceniam) chwili namysłu uznasz swoje papierowe słowa za grafomanię włóż je do szuflady czekając na grafomanię w cenie lub ukryj je na strychu gdzie zostaną po latach odkryte i uznane za starą grafomanię, co będzie całkiem lepsze niż taka całkiem współczesna grafomania z bloga internetowego.

wtorek

Przyłóż język.

IV.

Idąc przez miasto nawet rodowity Nowojorczyk czasem zastanawia się, "Gdzie ja kurwa jestem?". Tu po prostu wszystko wygląda identycznie. Pierdolona lodowa kraina z jej własną, morderczą wersją złej królowej śniegu.

Nawet dzieci przestały lubić zimę, a Coca-Cola na Święta zmieniła maskotkę z Mikołaja na surfującego, opalonego homoseksualistę. Żeby się dobrze kojarzyło.

Minąłem starszą kobietę, szarpiącą się z jakimś nastolatkiem. To pierwsza kradzież jaką widzę od półtora roku. Minąłem ich spokojnie i skręciłem za róg. Usłyszałem krzyk, więc pewnie udało mu się wyrwać jej torebkę. Biegł w moją stronę, kierował się do metra.
Dlaczego nie zareagowałem? Bo w taką pogodę każda ucieczka kończy się tak samo.

Schody do metra były oblodzone.

Spadając z samej góry zapewnił sobie kalectwo do końca życia.

Ktoś zadzwonił po policję, ktoś inny po karetkę. Ja obserwowałem starszą panią, która powoli zeszła po schodach i podniosła swoja torebkę.

Skala przestępczości w ostatnich latach spadła o 40%. Kradzieże stały się cięższe do zorganizowania, ucieczki wiążą się z dużym ryzykiem, a przestępcy są po prostu zbyt leniwi i wolą handlować dragami albo pobić kilka dziwek od czasu do czasu. Dla zabawy.

Niektórzy mówią, że to dar od Boga. Że w takich warunkach ludzie jednoczą się i działają wspólnie. Co ja myślę? Myślę, że przestępczość, po raz pierwszy w historii ludzkości, stała się po prostu nieopłacalna.

Wróciłem do domu. W lodówce mam tylko piwo i dwa plastry sera. Nie upiję się jednym piwem. Nie najem się dwoma plastrami sera. Dzisiejszy dzień zapowiada się wybornie.

Dzień minął mi na oglądaniu telewizji. Bardzo modne stały się filmy katastroficzne. Tak w ramach poprawiania humoru społeczeństwu. W końcu, mogło być gorzej.

Miałem dość. Powoli godzę się z jej śmiercią. Zemsta coraz mniej mnie interesuje. Przerażało mnie to, przecież sobie obiecałem.

Ale jestem realistą, Językoznawca jest sprytniejszy ode mnie i całej policji razem wziętej.

Wyrzuciłem wszystkie akta do kosza.

Jutro składam rezygnację.

Za oknem ktoś przewrócił kubły.
- Puść mnie, kurwa! - Znowu biją jakąś dziwkę za oknem.

Coś we mnie drgnęło. Wybiegłem z mieszkania.

Czwarte piętro.

Trzecie.

Drugie.

Pierwsze.

Parter.

Dlaczego mieszkam tak wysoko?

Leżała na ziemi z czymś metalowym w ustach. Ktoś powoli oddalał się od ciała.

Nie jestem kretynem, nie krzyknąłem "Stój!". Cicho szedłem za nim.

Ręce trzęsły mi się z zimna, nie zdążyłem wziąć płaszcza.

A może to był gniew?

Nie wytrzymałem. Zacząłem biec. Śnieg był mocno zmrożony, zacząłem hałasować.

Językoznawca odwrócił się, ale było za późno. Skoczyłem na niego. Obaj upadliśmy na ziemię. Zaczęliśmy się szamotać.

Wtedy zobaczyłem jego twarz. Była zaskakująco zadbana. Spodziewałem się... właściwie sam nie wiem czego się spodziewałem. Miał czarne włosy, był starannie ogolony, a przede wszystkim, wyraźnie zaskoczony wizytą.

Nie miałem więcej czasu na przyglądanie się, jego prawy sierpowy właśnie wylądował na mojej twarzy.

Wstał, zaczął kopać mnie w brzuch. Miałem dość, ale moje wkurwienie osiągnęło szczyt. Złapałem go za stopę i wykrzywiłem najmocniej jak mogłem. Pierwszy raz w życiu trzask łamanych kości sprawił mi przyjemność.

- Kuuurwaaa. - Upadł na ziemię i zaczął wyć z bólu.

Nie miałem siły wstać. Podszedłem do niego na czworaka i na ślepo okładałem po twarzy. Nie obchodziło mnie, jak naprawdę się nazywał, nie obchodziło mnie, jak udawało mu się wymykać policji, nie obchodziło mnie, jak zamazywał ślady.

Chciałem po prostu go zabić.

Usłyszałem strzał i w tej samej poczułem ból w okolicy brzucha. Ból nie do opisania. Jakby w moich trzewiach wybuchła mała bomba, jakby motylki, które czujesz, gdy się zakochasz nagle postanowiły uciec i wygryzały sobie drogę ucieczki.

Osunąłem się na niego bezwładnie. Zrzucił mnie i próbował wstać. Podparł się o drzewo i wycelował.

- Dobranoc.

Zemdlałem.

sobota

Przyłóż język.

III.

3 tygodnie później.


Jest coraz zimniej. Coraz więcej ludzi mówi o epoce lodowcowej. Ortodoksy mówią o końcu świata i ostatecznej karze za grzechy ludzkości. Moim zdaniem, natura chce się nas po prostu pozbyć. I słusznie.

Odkąd zdobyłem akta zginęły cztery osoby. Zero nowych śladów.

Siedzę i czekam na telefon od Rudego. Rudy nie wie, że mówię na niego Rudy ale do tej pory każdy mój informator miał jakąś ksywkę. Co czasem mnie irytuje, bo zawsze gdy rozmawiałem z poprzednim informatorem miałem ochotę powiedzieć "Dzięki, Azor." Bo wyglądał trochę jak buldog.

Czekanie jest najgorsze. Boisz się wysikać, boisz się wyjść do sklepu, boisz się podejść do lodówki bo możesz nie zdążysz odebrać i stracić informację.

A w tym momencie liczyło się cokolwiek.

Telefon.

Ściszyłem telewizor. Wieczorne wiadomości w całości poświęcone były właśnie jemu. W mediach na dobre przyjął się pseudonim "Językoznawca", który powoli zaczął mnie męczyć.

- Dzień dobry, czy jest pan zainteresowany naszym...
- Blokujesz mi linię.
- Tak wiem, ale czy na pewno nie chcę pan spróbowa

Rozłączyłem się. To zadziwiające, że ci ludzie mają tak wielką moc moc zagadania cię, że czasem żal ci się rozłączyć. Ale nie tym razem.

Telefon.

- Miejskie lodowisko. Policja już jedzie.
- Dzięki R... dzięki.

Teren wokół miejsca zbrodni został otoczony żółtą taśmą, jakby w nadziei że jej magiczna moc spowoduje, że ludzie zapomną o policyjnej bezsilności.

Ale nie zapomną.

Bo ludzie boją się małej śmierci, działającej w czymś w rodzaju symbiozy z pogodą, która zamiast kosy nosi łom albo rurkę.

Policja też się boi, a nagroda za dostarczenie jakiejkolwiek informacji o Językoznawcy wynosi sto tysięcy dolarów.

I stawka rośnie.

Pokazałem odznakę grubemu policjantowi, którego zadaniem było odpędzanie tłumu(chęć zobaczenie martwego człowieka jest u ludzi tak wielka, że wychodzą na mrozy rzędu -30* C. To sępy, nie ludzie)i podszedłem do zwłok.

Kobieta, na oko 30 lat, nie wiadomo jeszcze, co robiła tutaj o tej porze(chociaż wygląda trochę jak dziwka), 8 ciosów zadanych w tył głowy. W ustach metalowy pręt. Żadnej poszlaki, nie ma nawet odcisków butów, śnieg pada bez przerwy.

Wciąż stoję w martwym punkcie.

Wróciłem do domu i upiłem się na smutno.