piątek

Twarzksiążka

Zmiany są dobre, nawet te na gorsze.

http://www.facebook.com/zadob

***

Na Z A do B składa się:

- FEJSBUK!
- JESZCZE WIĘCEJ FEJSBUKA
- NIE MUSISZ JUŻ NIGDY WYŁĄCZAĆ FEJSBUKA
- TAK NAPRAWDĘ TO PRAWIE ZERO FEJSBUKA

- ŚMIESZNE OBRAZKI KOTÓW
- PINGWIN SIĘ WYWRÓCIŁ
- WAHANIA NASTROJÓW SCHIZOFRENIA
- POPULARNOŚĆ NA KWEJKU
- JAK KUPIĆ W SIECI NARKOTYKI
- THIS GIRL NEAR YOU WANTS TO FUCK CZY NAPRAWDĘ
- SZYBKI ZAROBEK W INTERNECIE
- CZY PIERWSZY RAZ BOLI
- JAK SCHUDNĄĆ W TYDZIEŃ
- JAK ZNALEŹĆ CHŁOPAKA W KLUBIE
- ZWOLNIENIE LEKARSKIE JAK
- JAK ŚCIĄGNĄĆ Z WRZUTY
- CZY W DUPĘ TO PEDAŁ
- PIELĘGNACJA PIERSI
- KORWIN MIKKE PREZYDENT 2012
- CZY WAMPIRY ISTNIEJĄ
- CZY MOŻNA WYPŁUKAĆ PREZERWATYWĘ
- SZYBKI OBIAD
- HOROSKOP PRAWDZIWY
- GUZEK POD PACHĄ CZY TO RAK
- SNAPE KOCHAŁ LILLY
- FOTOGRAFIA DLA POCZĄTKUJĄCYCH
- CZY JESTEM SZMATĄ TEST
- KOŚCIÓŁ OPODATKOWANIE
- GRUBI LUDZIE FORUM CUKIERNICZE
- PIANIE KOGUTA ŚMIESZNE DŹWIĘKI
- DWUTYGODNIK.PL ALE LEPSZE
- GAGA TORRENT
- ZEGAR ŚMIERCI FREE
- WYDANIE KSIĄŻKI GDZIE
- LMFAO TŁUMACZENIE TEKSTÓW
- WOJACZEK TŁUMACZENIE TEKSTÓW
- HIV CZY NEGATYWNY TO DOBRZE
- TEST CIĄŻOWY MOŻLIWE KOLORY

niedziela

Misiu-fisiu (o smutnych dziwkach ale już nie moich)


Wrocławskie mimy wymarły w czasie, gdy straciliśmy nasze dziewictwo. Przestaliśmy pluć w koty pestkami z pomarańczy i zamieniliśmy za duże bluzy z napisem dizel na szare trencze i biznesowe aktówki. Miasto już dawno przestało się nam podobać, nie fotografujemy się już na dachach i nie krzyczymy przekleństw do parzystych numerów na domofonach. Jedzenie NIE MOŻE JUŻ BYĆ, nie może być juz nawet woreczek z moczem i czapka jeszcze z Euro '96. Staliśmy się ślepi i głupi, zupełnie, bezdennie głupi, odbijamy się wszyscy od siebie narzekając, jak bardzo nie ma już nikogo, trzymamy się za ręce narzekając, że wkoło nie ma rąk do trzymania. Światła w mieście zgasły jak zgasły nasze pomysły na życie.

I ono toczy się obok mnie, nie dotyczy mnie już wcale mimo, że nikogo przecież nie dotyczy tak bardzo. Podejmujemy razem decyzje o życiowym znaczeniu ale ja zapominam je wszystkie już na drugi dzień. Moje życie stało się dla mnie faktem zasłyszanym, wydarzeniem na przeciwnym krańcu świata, o którym słyszy się w wieczornym dzienniku, a potem idzie się zjeść kolację bo zaraz będzie film na polsacie.

I wolałem patrzeć, jak one wszystkie płaczą.

***

(Jeszcze coś o Odrze i o psach wieczorem, o wałach i przytulaniu, o tym, że wszystkie kryzysy to na dachach galerii handlowych, o cmentarzach i błocie, o przejazdach na krańcu świata, o odwracaniu się w filmowym stylu i słuchaniu swojego życia jak reżyser, który myśli czy to wszystko dobrze brzmi, o spaniu w jednym łóżku lub na dwóch osobnych, o wysyłkach pocztą i nigdy nieoddanych książkach, o barmańskiej, KTÓRA BYŁA PRZY MNIE ZAWSZE TO WRĘCZ ŚMIESZNE, o książce-poradniku, która miała pomóc w życiu a to mniej więcej wtedy tak się zjebało, że chyba ją wyrzucę, o piosenkach tłumaczących odległości, o festiwalach muzycznych na których przeżyłem każde brudy dla paru chwil, o robakach w namiocie, o krzykach w nocy i zgubionych papierosach, o tym, że mój chłopak powinien być taki jak ty, Michał, o trzydniowej znajomości i trzech latach mijania się na schodach, o rowerach, o zapraszaniu na bal gimnazjalny, o mieszkaniu naprzeciwko, o pierwszych, które przestały być kochane, bo nie pozwalały grabić liści jak brony w traktorze, o wybieganiu ze szkoły i krzyczeniu, że już ich nie kocham, o dużo młodszych, które fascynują tylko wiekiem, o tym, gdy w gimnazjum próbowałem zostać przyjacielem a potem mnie to bawiło, o snach, gdy najpierw musi się przyśnić, bo inaczej nic nie poczuję - dlaczego to wszystko przyszło mi do głowy teraz, dlaczego tak dużo choć nawet nie połowa i dlaczego łączę t/je wszystkie w jedną, chciałbym stworzyć z tego jedną opowieść o wszystkim, bo to przecież ja, czy to nie było tak, że siebie czuję tylko przez kogoś (przez JAKĄŚ!) może zrobić by z tego wiersz ale przecież "w tym tygodniu nic się nie działo")

Uniwersalna teoria wszystkiego, była chyba kiedyś taka książka i była chujowa, więc może bardziej uniwersalna teoria mnie, czy jestem mną od zawsze czy powstałem z wydarzeń wokół mnie, czy stworzyły mnie one, czy tworzyłem się sam przez nie bądź dla nich, ile we mnie mnie a ile we mnie ich, i tak dalej, i tak dalej, niech mi ktoś to wytłumaczy, może ten naukowiec na wózku?

Mam wrażenie, że powoli składam te cztery lata w całość, pamiętam siebie przez nie, i nie mogę inaczej. Dzieciństwo i kobiety, pamiętam tylko te dwie rzeczy, nie pamiętam w tym siebie, zawsze przez, przez, przez kogoś, od kogoś, z kimś, bez kogoś, jak ta okładka pinkflojdów, ruch bądź ruchanie (przepraszam), obroty, to już bardziej gra skojarzeń ale tak przecież działa pamięć. 

Stare jest to miasto ale wszystko w nim nowe,