- Gdybym umiał rysować, rysowałbym zajebiście - pomyślał rysując na kartce ludziki składające się z koła i pięciu kresek ukrzyżowane na ogromnej butelce oranżady.
- Bo właściwie, co to znaczy ładnie rysować? - mówił dorysowując ludzikom trójkątne imprezowe czapeczki.
- Że niby widać każdy szczegół na twarzy? I co? Że niby w ogóle coś widać. Phi. Brzydkie rysunki są jak książki, trzeba wysilić wyobraźnie. Idioci tego nie potrafią.
Starannie, z wystawionym językiem dorysowywał rozmaite zwierzęta, żółwie, kotki i salamandry, które wyglądały bardziej jak zestaw sztućców.
- Nikt nie będzie oceniał tego, co ja tworzę. Nikt.
Podpisał się w prawym dolnym rogu. Zawsze podpisywał się w połowie tworzenia.
- No bo co to jest, ocena? Kto, poza mną, ma prawo oceniać?
Wziął czerwoną kredkę, odwrócił kartkę i zamazał całą stronę na czerwono. Piekło.
W piekle stały ludziki trzymające nad głowami kartki "Krytyk" i "Nigdy Cię nie lubiłem, Michał"
- Tak.
Z powrotem odwrócił kartkę i domalował ogromnego kreta trzymającego bukiet róż.
- Taak.
Wpadł w agonie. Na kartce pojawiało się coraz więcej kształtów. Ryby, styropian i trzy dachówki.
Rysunek coraz bardziej mu się podobał. I na pewno spodoba się jej. Czuł to.
- Jeszcze tylko tu.
Korkociąg.
- I tu.
Jezus (kółko, pięć kresek i broda).
- I tu!
W pustym miejscu na środku kartki, które starannie odgrodził siatką na początku rysowania, powoli, z ogromną dbałością, jak gdyby minimalny błąd miałby zniweczyć całą pracę napisał drukowanymi literami:
"Wszystkiego najlepszego Mamo"
piątek
czwartek
O ludziach tłustych.
- Zawsze śmiejesz się z ludzi biednych, brzydkich, starych, martwych, upośledzonych, wierzących, z anarchistów czy z kalek. Dlaczego nigdy nie śmiejesz się z grubasów?
- Po prostu są na świecie rzeczy z których nie wypada się śmiać.
- Po prostu są na świecie rzeczy z których nie wypada się śmiać.
środa
O chujmnietoboliźmie.
Chujmnietobolizm - (od pochodzącego z języka polskiego powiedzenia "chuj mnie to boli") - zwana też mamtowdupizmem, ichujizmem; w psychopatii cecha osobowości, polegająca m.in. na braku uczuć wyższych, instrumentalnym traktowaniu innych i chłodnych relacjach interpersonalnych, zerową empatią w stosunku do drugiej osoby, traktowaniem ludzi z góry oraz nie przejmowaniem się losem zarówno swoim, jak i innych.
Osoby z tą cechą osobowości często manipulują innymi, chcąc osiągnąć zyski tylko dla siebie. Uważają się za jednostki lepsze od innych. Nie liczą się z potrzebami innych ludzi, nie przejmują się sytuacją dziejącą się w okół nich. Mają to w dupie.
Chujmnietobolizm przez niektórych uważany jest za połączenie zjawisk takich jak egoizm, makiawelizm, egocentryzm, arogancja, egotyzm oraz megalomania.
Znany jest też tzw. chujmnietobolizm sztuczny w którym osoba wmawia innym, a często sobie, że posiada wymienioną wyżej cechę, jednak w rzeczywistości głęboko ukrywa to, że nie potrafi poradzić sobie z problemem. Chujmnietobolizm sztuczny stwierdzany jest w niemal wszystkich znanych przypadkach chujmnietobolizmu.
Osoby z tą cechą osobowości często manipulują innymi, chcąc osiągnąć zyski tylko dla siebie. Uważają się za jednostki lepsze od innych. Nie liczą się z potrzebami innych ludzi, nie przejmują się sytuacją dziejącą się w okół nich. Mają to w dupie.
Chujmnietobolizm przez niektórych uważany jest za połączenie zjawisk takich jak egoizm, makiawelizm, egocentryzm, arogancja, egotyzm oraz megalomania.
Znany jest też tzw. chujmnietobolizm sztuczny w którym osoba wmawia innym, a często sobie, że posiada wymienioną wyżej cechę, jednak w rzeczywistości głęboko ukrywa to, że nie potrafi poradzić sobie z problemem. Chujmnietobolizm sztuczny stwierdzany jest w niemal wszystkich znanych przypadkach chujmnietobolizmu.
poniedziałek
O tym, że nieważne jak jest źle, lepiej jest żyć, niż nie żyć!
- Jak się czujesz?
- Na moim czole możesz smażyć jajka, z każdym kaszlnięciem wypluwam fragmenty płuc, a flegmy w gardle mam więcej niż śliny.
- Przynajmniej żyjesz!
- Weź spierdalaj.
Bo czasem zastanawiam się, czy nie lepiej jest nie mieć nogi niż mieć grypę.
Brak nogi nie boli, puste miejsce po nodze nie gorączkuje, nie kaszle jak pies i nie leje się z niego flegma.
Jednakże współczuję chorym na grypę kalekom.
- Na moim czole możesz smażyć jajka, z każdym kaszlnięciem wypluwam fragmenty płuc, a flegmy w gardle mam więcej niż śliny.
- Przynajmniej żyjesz!
- Weź spierdalaj.
Bo czasem zastanawiam się, czy nie lepiej jest nie mieć nogi niż mieć grypę.
Brak nogi nie boli, puste miejsce po nodze nie gorączkuje, nie kaszle jak pies i nie leje się z niego flegma.
Jednakże współczuję chorym na grypę kalekom.
czwartek
O szczęściu.
- Masz tak czasem, że mimo, że wszystko pozornie się układa, wciąż czujesz się źle, nie wiesz co z sobą zrobić i wydaje ci się, że wszystko i tak się spieprzy?
- A da się inaczej?
- No, to się chyba nawet jakoś nazywa. "Szczęście"? "Radość"? Coś w tym stylu.
- Nigdy nie słyszałem. To się zjada czy jak?
- A da się inaczej?
- No, to się chyba nawet jakoś nazywa. "Szczęście"? "Radość"? Coś w tym stylu.
- Nigdy nie słyszałem. To się zjada czy jak?
sobota
O śmierci Jezusa Chrystusa.
Wisiał na krzyżu uśmiechając się lekko.
- Co cię tak bawi?
- Ty.
Zaczęli go biczować. Krew ściekała po ustach wykrzywionych w spokojnym uśmiechu.
- Rzeczywiście zabawne. Umrzesz. Jeśli nie za parę godzin od wiszenia, to od dzidy, którą zaraz Cię ukłuję w... lewy czy tam prawy bok, nie wiem, mam napisane, zaraz sprawdzę.
Wyjął kartkę, którą znalazł dziś rano koło łóżka. Nagłówek głosił: "Jak efektownie i boleśnie zabić tego złego żyda Jezusa (aby jego śmierć przemówiła do wyobraźni milionów)". Było tam co najmniej piętnaście podpunktów. Uznał, że postępowanie wg niej będzie ciekawe.
- Prawy.
- Prawy. - wyszeptał Jezus w tej samej chwili.
- Skąd wiesz?
- Czy to, że jestem synem Boga może mieć z tym coś wspólnego? Idiota.
- Zamknij się skurwielu!
Dźgnął go w lewy bok.
- Miał być prawy bok, PRAWY! Lewy profil mam gorszy! Nie będzie tak efektownie! I miałeś mnie dźgnąć po tym jak umrę, PO ŚMIERCI! A moja matka nie jest kurwą, uwierz na słowo.
- O czym ty kurwa mówisz?
- No nie jest, nawet się nie pieprzyła.
- Nie to. Jaka kurwa efektowność?
Ponownie wyciągnął swoją kartkę. Zwrócił uwagę na dopisek "(aby jego śmierć przemówiła do wyobraźni milionów)"
- O co tu do cholery chodzi?
Rozmyślenia przerwał mu grom.
- Kurwaaaa tatoo za wcześnie, żyję jeszcze! Poza tym nie powiedziałem słowa-klucza: "Wykonało się!" - krzyknął patrząc w niebo.
Znów zagrzmiało.
- Kretyn.
Godzinę później:
- Długo jeszcze?
- He?
- No ile to jeszcze potrwa? Nudzę się.
- Długo, dlatego to taka straszna śmierć, hehe.
- Jesteś żałosny. Widziałeś gdzieś moją matkę, Maryję?
- Pobiegła gdzieś. Krzyczała coś o jakimś całunie.
- Nie zdążyła. Będą musieli go podrobić, trudno.
- Trudno? Własna matka Cię olała.
- Głupi jesteś, nic nie rozumiesz.
- Oświeć mnie.
- Nie zasługujesz.
- Czy ta twoja śmieszna religia nie mówi, że każdy zasługuję na wybaczenie i odkupienie?
- Ty nie. Spierdalaj.
Dwie godziny później:
Jeden z dwóch ludzi wiszących obok Jezusa zaczął mamrotać.
- Jestem winny, ale szczerze żałuję swoich win. Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa.
- ZAMKNIJ MORDĘ! - Krzyknął Jezus jednocześnie z drugim wiszącym.
- Dzięki. Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze mną będziesz w raju.
Trzy godziny później:
- Dlaczego to robisz? Dlaczego dobrowolnie dałeś się zabić?
- Żeby odkupić twoje grzechy, uwolnić cię od szatana itp.
- A tak naprawdę?
- Powiem ci, ale i tak mi nie uwierzysz. Żeby nasi wysłannicy na ziemi mogli was kontrolować jak zwierzęta.
- "Nasi"?
- Moi i taty.
- Ale skoro Bóg jest tak potężny, to czemu po prostu nie użyje swojej mocy żeby samemu pokierować ludźmi?
- Nie może. Pieprzona ludzka wolna wola.
Jakiś czas później:
- Boże mój, Boże mój, czemuś mnie... pieprzę to, nie będę tego krzyczał, dopiszą to sobie potem.
- He? Dlaczego czasem mówisz tak dziwnie?
- Będą to potem cytować. Dajcie ocet, pić mi się chcę.
- Ok, ale umrzyj już wreszcie.
- Taki jest plan.
Chwilę później:
- Wykonało się!
Cisza. Wszystko było zaskakująco spokojne.
- Wykonało się!!
Cisza. Ludzie zaczęli spoglądać na Jezusa z politowaniem większym, niż dotychczas.
- WYKONAŁO SIĘ KURWA!!!
Niebo rozświetliło się od błyskawic, pioruny zaczęły walić o ziemię.
Jezus umarł.
- Co cię tak bawi?
- Ty.
Zaczęli go biczować. Krew ściekała po ustach wykrzywionych w spokojnym uśmiechu.
- Rzeczywiście zabawne. Umrzesz. Jeśli nie za parę godzin od wiszenia, to od dzidy, którą zaraz Cię ukłuję w... lewy czy tam prawy bok, nie wiem, mam napisane, zaraz sprawdzę.
Wyjął kartkę, którą znalazł dziś rano koło łóżka. Nagłówek głosił: "Jak efektownie i boleśnie zabić tego złego żyda Jezusa (aby jego śmierć przemówiła do wyobraźni milionów)". Było tam co najmniej piętnaście podpunktów. Uznał, że postępowanie wg niej będzie ciekawe.
- Prawy.
- Prawy. - wyszeptał Jezus w tej samej chwili.
- Skąd wiesz?
- Czy to, że jestem synem Boga może mieć z tym coś wspólnego? Idiota.
- Zamknij się skurwielu!
Dźgnął go w lewy bok.
- Miał być prawy bok, PRAWY! Lewy profil mam gorszy! Nie będzie tak efektownie! I miałeś mnie dźgnąć po tym jak umrę, PO ŚMIERCI! A moja matka nie jest kurwą, uwierz na słowo.
- O czym ty kurwa mówisz?
- No nie jest, nawet się nie pieprzyła.
- Nie to. Jaka kurwa efektowność?
Ponownie wyciągnął swoją kartkę. Zwrócił uwagę na dopisek "(aby jego śmierć przemówiła do wyobraźni milionów)"
- O co tu do cholery chodzi?
Rozmyślenia przerwał mu grom.
- Kurwaaaa tatoo za wcześnie, żyję jeszcze! Poza tym nie powiedziałem słowa-klucza: "Wykonało się!" - krzyknął patrząc w niebo.
Znów zagrzmiało.
- Kretyn.
Godzinę później:
- Długo jeszcze?
- He?
- No ile to jeszcze potrwa? Nudzę się.
- Długo, dlatego to taka straszna śmierć, hehe.
- Jesteś żałosny. Widziałeś gdzieś moją matkę, Maryję?
- Pobiegła gdzieś. Krzyczała coś o jakimś całunie.
- Nie zdążyła. Będą musieli go podrobić, trudno.
- Trudno? Własna matka Cię olała.
- Głupi jesteś, nic nie rozumiesz.
- Oświeć mnie.
- Nie zasługujesz.
- Czy ta twoja śmieszna religia nie mówi, że każdy zasługuję na wybaczenie i odkupienie?
- Ty nie. Spierdalaj.
Dwie godziny później:
Jeden z dwóch ludzi wiszących obok Jezusa zaczął mamrotać.
- Jestem winny, ale szczerze żałuję swoich win. Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa.
- ZAMKNIJ MORDĘ! - Krzyknął Jezus jednocześnie z drugim wiszącym.
- Dzięki. Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze mną będziesz w raju.
Trzy godziny później:
- Dlaczego to robisz? Dlaczego dobrowolnie dałeś się zabić?
- Żeby odkupić twoje grzechy, uwolnić cię od szatana itp.
- A tak naprawdę?
- Powiem ci, ale i tak mi nie uwierzysz. Żeby nasi wysłannicy na ziemi mogli was kontrolować jak zwierzęta.
- "Nasi"?
- Moi i taty.
- Ale skoro Bóg jest tak potężny, to czemu po prostu nie użyje swojej mocy żeby samemu pokierować ludźmi?
- Nie może. Pieprzona ludzka wolna wola.
Jakiś czas później:
- Boże mój, Boże mój, czemuś mnie... pieprzę to, nie będę tego krzyczał, dopiszą to sobie potem.
- He? Dlaczego czasem mówisz tak dziwnie?
- Będą to potem cytować. Dajcie ocet, pić mi się chcę.
- Ok, ale umrzyj już wreszcie.
- Taki jest plan.
Chwilę później:
- Wykonało się!
Cisza. Wszystko było zaskakująco spokojne.
- Wykonało się!!
Cisza. Ludzie zaczęli spoglądać na Jezusa z politowaniem większym, niż dotychczas.
- WYKONAŁO SIĘ KURWA!!!
Niebo rozświetliło się od błyskawic, pioruny zaczęły walić o ziemię.
Jezus umarł.
O ludziach zwykłych. (wywiad #1)
Jak się nazywam? Nie, to nie ważne, wie pani, w dzisiejszym świecie lepiej pozostać anonimowym. Nie wychylać się.
Lat mam 37.
Coś o sobie? Jestem kawalerem, od roku mieszkam sam, wcześniej z rodzicami, wie pani, nadszedł czas żeby się usamodzielnić <śmiech>. Radzę sobie świetnie.
Coś o moim życiu? Kocham moje życie. Jestem spełnionym człowiekiem. Pracuję... gdzie? Jestem informatykiem. Mam kochających rodziców, dach nad głową, chodzę do kościoła. Czego więcej mi potrzeba?
Miłości? Nie wierzę w miłość. Nie potrzebuję nikogo. Nie chcę mieć Dobrze czuję się sam.
Dlaczego nie chcę mieć nikogo? Dodatkowe zobowiązania. Problemy. Mam rodziców, to mi wystarczy. Hoduję też paprotkę.
Czy uważam że moje życie jest nudne? Nie, zdecydowanie nie. Cały czas staram się je urozmaicać. Wie pani, chodzę do pracy inną drogą, kupuję olej innej firmy albo przesuwam łóżko. Zdecydowanie mi to wystarcza.
Czy zrobiłem w życiu coś szalonego? Tak, żeby to raz <śmiech>. Aż sam się sobie dziwię bo na ogół jestem człowiekiem raczej spokojnym. Raz oblizałem nóż podczas robienia sobie kanapek do pracy. Gdy myślę o tym, co mogło mi się wtedy stać dostaję drgawek. Nie chcę nic mówić o odpuszczeniu niedzielnej mszy, ten wywiad pewnie będzie czytać zaprzyjaźniony z moją rodziną proboszcz, każdy mój znajomy już wie o tym, że go udzielam.
Moi znajomi? Wie Pani, ciężko znaleźć dobrych znajomych. Zawsze lepiej dogadywałem się ze starszymi ludźmi, moi znajomi to znajomi moich rodziców. Serdecznie ich pozdrawiam.
Marzenia? Nie marzę o niczym. Dobrze mi tak, jak jest teraz. Chociaż nie, jest jedno.
Reklamują teraz w telewizorze opiekacz do tostów, naprawdę chciałbym go sobie kupić.
Czy chciałbym osiągnąć w życiu coś więcej? Nie, nie czuję takiej potrzeby. Bo po co? Po co męczyć się, skoro to życie to tylko wstęp do życia wiecznego? Uważam, że moim jedynym celem teraz jest spokojne, pobożne życie.
Tak, jestem bardzo wierzący. Żyję tak, aby Bóg był ze mnie zadowolony.
Co zostanie po mnie gdy umrę?
Lat mam 37.
Coś o sobie? Jestem kawalerem, od roku mieszkam sam, wcześniej z rodzicami, wie pani, nadszedł czas żeby się usamodzielnić <śmiech>. Radzę sobie świetnie.
Coś o moim życiu? Kocham moje życie. Jestem spełnionym człowiekiem. Pracuję... gdzie? Jestem informatykiem. Mam kochających rodziców, dach nad głową, chodzę do kościoła. Czego więcej mi potrzeba?
Miłości? Nie wierzę w miłość. Nie potrzebuję nikogo. Nie chcę mieć Dobrze czuję się sam.
Dlaczego nie chcę mieć nikogo? Dodatkowe zobowiązania. Problemy. Mam rodziców, to mi wystarczy. Hoduję też paprotkę.
Czy uważam że moje życie jest nudne? Nie, zdecydowanie nie. Cały czas staram się je urozmaicać. Wie pani, chodzę do pracy inną drogą, kupuję olej innej firmy albo przesuwam łóżko. Zdecydowanie mi to wystarcza.
Czy zrobiłem w życiu coś szalonego? Tak, żeby to raz <śmiech>. Aż sam się sobie dziwię bo na ogół jestem człowiekiem raczej spokojnym. Raz oblizałem nóż podczas robienia sobie kanapek do pracy. Gdy myślę o tym, co mogło mi się wtedy stać dostaję drgawek. Nie chcę nic mówić o odpuszczeniu niedzielnej mszy, ten wywiad pewnie będzie czytać zaprzyjaźniony z moją rodziną proboszcz, każdy mój znajomy już wie o tym, że go udzielam.
Moi znajomi? Wie Pani, ciężko znaleźć dobrych znajomych. Zawsze lepiej dogadywałem się ze starszymi ludźmi, moi znajomi to znajomi moich rodziców. Serdecznie ich pozdrawiam.
Marzenia? Nie marzę o niczym. Dobrze mi tak, jak jest teraz. Chociaż nie, jest jedno.
Reklamują teraz w telewizorze opiekacz do tostów, naprawdę chciałbym go sobie kupić.
Czy chciałbym osiągnąć w życiu coś więcej? Nie, nie czuję takiej potrzeby. Bo po co? Po co męczyć się, skoro to życie to tylko wstęp do życia wiecznego? Uważam, że moim jedynym celem teraz jest spokojne, pobożne życie.
Tak, jestem bardzo wierzący. Żyję tak, aby Bóg był ze mnie zadowolony.
Co zostanie po mnie gdy umrę?
środa
O(ho-ho), O(jaCię) i O(dkurz'acz)
Japonia. Prawdopodobnie z patologicznej potrzeby napisania czegokolwiek. Z chorej ochoty kliknięcia w guzik "Publikuj posta." I co? Gówno. Tak oto powstaje najgorszy wpis tego bloga, bo zawsze musi być jakiś najgorszy wpis. Tak żeby te inne, też słabe, wydały się lepsze, mocniej kolorowe i bardziej. Juhu. Więc bawmy się. Czad. Akcja. Styropian. Czy azbestowi jest smutno, że jest niezdrowy i ludzie boją się nim oddychać? Czy kamień wie, że się nie rusza? Czy jeśli przedmiot ma duszę, to po połączeniu dwóch przedmiotów ich dusze łączą się? Czy powinienem napisać o czymś sensownym? Nie. Czemu? Bo nic sensownego nie mam do powiedzenia? Tak. Czy ma to związek z tym, że (jeśli ty jesteś szczęśliwa to ja) mam grypę, która nie pozwala mi sensownie myśleć? Tak, tak będę się tłumaczył. I nie mam zdania, pora ściągnąć boczne kółka. Jeśli od dziecka każdy dzień nazywalibyście jak rozdział książki, jak nazywałby się dzisiejszy?
*
Jak wiele z nich nazywałoby się identycznie? Pewnie dużo. Smutne, żałosne. Grypa, ehe, taka, która blokuje mózg. Dlaczego świńska i ptasia grypa grozi nam bardziej niż ta ludzka? Czy ja jestem bardziej świnio-ptakiem niż człowiekiem? I wenę, tak, wenę też! I ten 10. Japonia. Myślałem też trochę o zapiekankach. Właściwie to nie mam pojęcia, o co jej chodziło. Trudno. Chociaż tak gównie to zastanawiam się ostatnio tylko nad tym, co by było, gdyby po prostu. Myślałem też o muzyce. Takiej prawdziwej, najlepiej z drewna. Współczucie? Słyszałem, podobno dobre jak się posoli. Wychodzi na to, że niemało myślę. Ech. Za dużo? Chyba. Kapkę. Troszkę. Ciupkę. Tkę? Właściwie nie wiem, co to znaczy. Publikuj posta. Orgazm. Kontekst. Japonia.
*Reklama.
*
Jak wiele z nich nazywałoby się identycznie? Pewnie dużo. Smutne, żałosne. Grypa, ehe, taka, która blokuje mózg. Dlaczego świńska i ptasia grypa grozi nam bardziej niż ta ludzka? Czy ja jestem bardziej świnio-ptakiem niż człowiekiem? I wenę, tak, wenę też! I ten 10. Japonia. Myślałem też trochę o zapiekankach. Właściwie to nie mam pojęcia, o co jej chodziło. Trudno. Chociaż tak gównie to zastanawiam się ostatnio tylko nad tym, co by było, gdyby po prostu. Myślałem też o muzyce. Takiej prawdziwej, najlepiej z drewna. Współczucie? Słyszałem, podobno dobre jak się posoli. Wychodzi na to, że niemało myślę. Ech. Za dużo? Chyba. Kapkę. Troszkę. Ciupkę. Tkę? Właściwie nie wiem, co to znaczy. Publikuj posta. Orgazm. Kontekst. Japonia.
*Reklama.
czwartek
O chceniu i niechceniu. (Nie chcę nie chcieć, bardzo chcę chcieć)
Nie chcę pamiętać o połknięciu witamin.
Chcę zapomnieć śniadania.
Nie chcę omijać nieznajomego.
Chcę wziąć od niego cukierka.
Nie chcę myć rąk przed posiłkiem.
Chcę zjeść go nie używając widelca.
Nie chcę być ostrożnym.
Chcę spaść z każdego drzewa, na jakie wejdę.
Nie chcę warzyw do obiadu.
Chcę się przed nim najeść słodyczy.
Nie chcę mówić "Dzień dobry" sąsiadom.
Chcę wystawiać język i używać brzydkich słów.
Nie chcę uczyć się dobrego wychowania.
Chcę położyć łokcie na stół.
Nie chcę zachowywać się jak przystało.
Chcę dłubać w nosie i smarkać w rękaw.
Nie chcę kłaść się wcześnie.
Chcę oglądać filmy dla dorosłych.
Nie chcę iść prosto do domu.
Chcę chodzić tylko ciemnymi zaułkami.
Nie chcę patrzeć w lewo, w prawo, a potem znów w lewo.
Chcę przechodzić na czerwonym świetle.
Nie chcę myśleć o tym, co chcę robić w życiu.
Chcę po prostu robić to, na co mam ochotę.
Chcę zapomnieć śniadania.
Nie chcę omijać nieznajomego.
Chcę wziąć od niego cukierka.
Nie chcę myć rąk przed posiłkiem.
Chcę zjeść go nie używając widelca.
Nie chcę być ostrożnym.
Chcę spaść z każdego drzewa, na jakie wejdę.
Nie chcę warzyw do obiadu.
Chcę się przed nim najeść słodyczy.
Nie chcę mówić "Dzień dobry" sąsiadom.
Chcę wystawiać język i używać brzydkich słów.
Nie chcę uczyć się dobrego wychowania.
Chcę położyć łokcie na stół.
Nie chcę zachowywać się jak przystało.
Chcę dłubać w nosie i smarkać w rękaw.
Nie chcę kłaść się wcześnie.
Chcę oglądać filmy dla dorosłych.
Nie chcę iść prosto do domu.
Chcę chodzić tylko ciemnymi zaułkami.
Nie chcę patrzeć w lewo, w prawo, a potem znów w lewo.
Chcę przechodzić na czerwonym świetle.
Nie chcę myśleć o tym, co chcę robić w życiu.
Chcę po prostu robić to, na co mam ochotę.
wtorek
O kawie, wenie i problemach.
Kawa wyszła.
Wena wyszła.
Siedział w pokoju głupio wpatrując się w klawiaturę. Myślał o gównie. Nie, nie o niczym. Dosłownie, o gównie. Z gówna myśli przeszły mu na pomidory. Po pomidorach zaczął myśleć o życiu. Dzień bez bezcelowego myślenia o życiu jest dniem straconym - powiedział sobie w myślach. Bo przecież nie mówił głośno, gdyby mówił głośno będąc w pokoju sam uznali by go za czubka. Chyba że miałby zestaw głośnomówiący. Ale nie miał. Więc nie mówił. Myślał. Nie wymyślił nic nowego, ale odhaczył to z listy "Rzeczy bezcelowych jakich w sumie nie muszę, ale je zrobię, dzisiaj, sam nie wiem dlaczego". Na liście było też zajrzenie do lodówki bez wyciągania czegokolwiek, położenie się na łóżku odwrotnie niż leżą poduszki i kilka innych, równie nudnych, dziwnych i bezcelowych zajęć. Ale lubił to. Mając nadzieję, że to nie dlatego, że nie ma nic lepszego do roboty. Po przemyśleniach na temat robienia bezcelowych czynności zaczął zastanawiać się, czemu ostatnio tak często pisze o sobie w trzeciej osobie. Ależ to głupie - pomyślał sobie i zaczął pisać coś w nadziei, że w końcu napisze coś sensownego.
"Kawa wyszła.
Wena wyszła."
Może być - pomyślał sobie i zaczął myśleć o gównie.
Wena wyszła.
Siedział w pokoju głupio wpatrując się w klawiaturę. Myślał o gównie. Nie, nie o niczym. Dosłownie, o gównie. Z gówna myśli przeszły mu na pomidory. Po pomidorach zaczął myśleć o życiu. Dzień bez bezcelowego myślenia o życiu jest dniem straconym - powiedział sobie w myślach. Bo przecież nie mówił głośno, gdyby mówił głośno będąc w pokoju sam uznali by go za czubka. Chyba że miałby zestaw głośnomówiący. Ale nie miał. Więc nie mówił. Myślał. Nie wymyślił nic nowego, ale odhaczył to z listy "Rzeczy bezcelowych jakich w sumie nie muszę, ale je zrobię, dzisiaj, sam nie wiem dlaczego". Na liście było też zajrzenie do lodówki bez wyciągania czegokolwiek, położenie się na łóżku odwrotnie niż leżą poduszki i kilka innych, równie nudnych, dziwnych i bezcelowych zajęć. Ale lubił to. Mając nadzieję, że to nie dlatego, że nie ma nic lepszego do roboty. Po przemyśleniach na temat robienia bezcelowych czynności zaczął zastanawiać się, czemu ostatnio tak często pisze o sobie w trzeciej osobie. Ależ to głupie - pomyślał sobie i zaczął pisać coś w nadziei, że w końcu napisze coś sensownego.
"Kawa wyszła.
Wena wyszła."
Może być - pomyślał sobie i zaczął myśleć o gównie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)