poniedziałek

Przyłóż język.

II.


Do baru wszedł otyły mężczyzna. Był rudy i piegowaty, twarz miał mocno charakterystyczną. Spojrzał na mnie, podszedł i podał mi rękę. Nie siadał, wyraźnie mu się spieszyło.
- Zimno?
- Spierdalaj.
- Masz?
- Mam.
Wyjął spod płaszcza dwie teczki
- Wszystko co o nim mamy.
Zacząłem przeglądać pierwszą z nich. Było tego zaledwie dwie strony.
- Żartujesz?
- Nie, to wszystko.
- Kurwa.
Otworzyłem drugą teczkę, była znacznie grubsza. Miałem nadzieję, że dowiem się czegoś więcej. Była pełna zdjęć.
Będzie ciężej niż myślałem. Westchnąłem.
- Tak czy siak, dzięki.
- Zapłacisz jak tylko będziesz mógł.
- Jasne.
Wyszedł szybkim krokiem. Zacząłem dokładnie przeglądać teczkę.

Mężczyzna, lat ok. 40, prawdziwe imię nieznane, urodzony prawdopodobnie w Polsce. Pierwsze informacje o jego przybyciu do Stanów pojawiają się w roku 1992 kiedy podjął pracę w pralni w Nowym Jorku. Nazywał się wtedy Gary Howard. Rok później zniknął aż do pojawienia się ponownie zimą w roku 1997 jako Jack Sanders, wtedy znaleziona została jego pierwsza ofiara(17 grudnia). Jego sposób działania jest prosty, nocą wypatruje losowe ofiary i zadaje im od kilku do kilkudziesięciu ran tłuczonych w głowę. Przez bardzo niskie temperatury panujące w związku ze zmianami klimatycznymi nikt nie jest w stanie określić dokładnego czasu zgonu. Znakiem charakterystycznym morderstw przez niego dokonywanych jest język ofiary przymarznięty do narzędzia zbrodni, najczęściej łomu lub innego metalowego przedmiotu. Policja wpadła na jego trop dopiero w roku 2007 kiedy bezdomny podał jego niezbyt dokładny rysopis, który pozwolił go jednak zidentyfikować. Nazywał się wtedy Adam Carter i pracował w urzędzie pocztowym. Policja nie jest w stanie określić jak często zmieniał nazwiska i dlaczego robił to nawet wtedy, gdy był poza podejrzeniami. Od 17 listopada '97 do 19 grudnia '09 miał na swoim koncie 157 morderstw z czego do 154 policja nie miała wątpliwości, tego kto jest ich sprawcą.
W dniu dzisiejszym poza dwuletnim rysopisem i sposobem działania nie wiadomo o nim nic więcej. Ale ja dowiem się więcej.

Czytałem te akta raz za razem. Chciałem wyłapać jakiś nowy szczegół, chciałem nauczyć się tego na pamięć ale też robiłem wszystko, żeby nie przeglądać drugiej teczki. Wiedziałem, że zobaczę tam jej zdjęcie.

Rozbolała mnie głowa. Napiłbym się.

Zacząłem przeglądać drugą teczkę. Zdjęcia ofiar ułożone w porządku chronologicznym wraz z krótkimi notatkami. Niemal każda z nich była taka sama. Kilkanaście ran tłuczonych na głowie, metalowy przedmiot w ustach, język zawsze ustawiony tak, żeby przymarzł do narzędzia zbrodni. Inne kończyny nienaruszone, nigdy też nie znaleziono śladów duszenia czy szarpaniny. Tylko głowa, która po kilkudziesięciu ciosach nie pozwala wystawić na pogrzebie otwartej trumny. Czas zgonu nieznany, tylko czas znalezienia ciała. Zero innych śladów. Postanowiłem mieć to za sobą. Zacząłem szukać zdjęcia z dnia 28 września 2008. Było tam. Kobieta. Lat 26. 13 uderzeń w głowę. W ustach kawałek stalowej rurki. Ledwo ją rozpoznałem.

Głowa zaczęła mnie boleć tak, jakbym sam dostał kilka ciosów w głowę. Na dziś mam dość. Muszę się napić.

Czy szukanie zemsty jest typowe? Może, ale ja nie mam wyboru. Muszę znaleźć. Ze względu na mnie. Ze względu na nią.

czwartek

Przyłóż język.

I.


Szedłem ulicą, słysząc tylko swoje kroki na śniegu. Zastanawiałem się, czy to bardziej chrupanie, ugniatanie czy szelest. Najmocniej kojarzyło mi się to z jedzeniem kruchych ciasteczek. Właściwie zjadłbym sobie teraz jedno.

Bolała mnie noga. Szedłem już tak od dłuższego czasu. Po drodze spotkałem tylko bezdomnego przykrytego dwoma gazetami. Prawdopodobnie już nie żył, ciężko przeżyć w takiej temperaturze pod kawałkiem "Niskie temperatury z roku na rok utrzymują się dłużej, gospodarka światowa na skraju załamania". Ktoś go jutro sprzątnie. Albo za tydzień, nie wiadomo kiedy go znajdą. Przy tej temperaturze pozostanie jednak świeży. Bo było kurewsko zimno.

Bar. Nigdy nie mogłem zapamiętać jak się nazywał, śnieg zakrywał wszystko poza drzwiami. Właściwie nie było tu dużo cieplej niż na zewnątrz. Nawet dziwki siedziały w zapiętych kurtkach. Ciężko odróżnić je od kobiet, które przyszły się napić, więc łatwo można dostać w twarz.

- Grzane piwo - powiedziałem starając się nie otwierać ust zbyt szeroko w obawie przed utratą ciepła.

Barman włożył kufel do mikrofalówki i ustawił na pięćdziesiąt trzy sekundy.
Starałem się myśleć o tym, dlaczego na akurat na pięćdziesiąt trzy sekundy, a nie o tym, dlaczego ze wszystkich barów ja musiałem wybrać taki, w którym grzane piwo jest z mikrofalówki.

Po pięćdziesięciu trzech sekundach mikrofalówka wydała dźwięk który brzmiał jak "kurwa" ocenzurowane w telewizji.

Barman nie przewidział, że kufel nagrzeje się i podając mi go poparzył się w rękę i upuścił go na ziemię. Odszedłem od baru i usiadłem przy stoliku w rogu. Już mi cieplej.

Barman rzucił kilkoma kurwami i zaczął sprzątać. Może to i lepiej, i tak nie miałem czym zapłacić.

"To już drugi miesiąc zimy stulecia... meteorolodzy alarmują... pozostać w domach... kolejne ciało znalezione... drugie morderstwo w tym tygodniu..."
Fragmenty dochodzące z telewizora wiszącego pod sufitem nie mówiły mi nic nowego. Media przyjęły sobie za zadanie informowanie wszystkich w sposób tak dokładny, jakby tylko oni widzieli, co dzieje się za oknem

Przez szybę zobaczyłem przejeżdżający wóz patrolowy. Wychodzenie o tej porze zostało właściwie zakazane, zbyt dużo ludzi zwyczajnie zamarzło. To dla naszego dobra, mówią. Schroniska są przepełnione. Hotele są zmieniane w schroniska. Nawet zwierzęce schroniska są zamieniane w ludzkie schroniska. Niektórzy podobną śpią w klatkach razem z psami. Lepiej tak, niż na dworze. Bo miejsc i tak brakuje. Wszystkie lotniska zostały zamknięte, głównie przez pogodę ale też dlatego, że nikt nie chce latać. Nikt nie chce nawet wyjść z domu.

Ale ja musiałem.

O śmierci Michaela Jacksona.

Pogrzeb Michaela Jacksona był tak wesołym wydarzeniem, że bilety na to widowisko rozdawano za darmo a transmisje telewizyjne docierały do większości krajów na ziemi, żeby jak najwięcej ludzi mogło się nacieszyć jego śmiercią.

O tym, że jestem poprawny politycznie, bo napisałem "Murzyni" wielką literą.

- Wszyscy Murzyni skarżący się na brak poprawności politycznej i rasizm powinni brać przykład z Michaela Jacksona.
- Co, powinni zacząć śpiewać?
- Nie.
- Wybielić się?
- Nie.
- A co?
- Umrzeć.





(Żartuję, Bambo.)

środa

O śmierci ludzi sławnych.

- Która śmierć bardziej Cię wzruszyła, Jana Pawła II czy Michaela Jacksona?
- To oni nie żyją?

sobota

O ja pierdolę.

Słucham smutnej piosenki myśląc o smutnych rzeczach.

- Jak ci minął dzień?
- Heh.


- Zacząłem pisać pamiętnik!
- I co?
- W porządku, powoli go zapełniam.
- Dasz poczytać?
- Jasne.

Poniedziałek. Nic.
Wtorek. Nic.
Środa. Nic.
Czwartek. Nic.
Piątek. Nic.

- Interesujący!


Dlaczego grubi ludzie chodzą nad wodę?


- Kupiłem sobie książkę o manipulowaniu ludźmi.
- I co?
- Ciekawe to jest.
- W sumie, masz tu 10zł, kup sobie coś.


Bezsensowna losowość wyrwana z kontekstu.


Bo tak naprawdę wszyscy myślą bardzo podobnie.
(Przypadkowe spotkanie na ulicy.)

- Cześć. (Znowu on, kurwa.)
- No siema! (Znowu on, kurwa.)
- Co tam? (Czemu pytam?)
- A u Ciebie? (Czemu pytam?)
- W porządku. (Powiedz, że musisz iść.)
- Też nie narzekam. (Powiedz, że musisz iść.)
- Ja muszę lecieć, spieszę się
- No ja też. Się spieszę.
- To do zobaczenia. (Uff.)
- Trzymaj się. (Uff.)


Żona syna mojej babci.


- Irytujące.


Maraton nic nie robienia stylem dowolnie wolnym.


Atramentowe plamy natrzyj piwem.


Pora ściągnąć boczne kółka. Ale z czterema łatwiej.


- Starczy, co?


Tworząc ogród bylinowy dobierajmy tak do siebie gatunki aby harmonizowały ze sobą pod względem pokroju, wysokości i koloru, a jednocześnie były zbliżone ich wymaganie glebowe.


Mimo pięknej lipcowej pogody wielu regionom Polski grożą burze z opadami - ostrzegają meteorolodzy.


- Męczysz mnie.


Żeby złowić rybę wrzuć spławik do wody.


- Dlaczego?
- Dlaczego nie?
- Nie rozumiem?
- Tak.
- He?
- Proste.


Jezus patrzy.


- Cóż.