sobota

85mm

Nie pamiętał kiedy zaczął gnić. Któregoś dnia po prostu odpadła mu ręka. Nie szukał przyczyny - znał ją doskonale.

Czekał na to.

Choroby, zakażenia, infekcje, to nie był ten rodzaj gnicia.

Gnił przez siebie, gnił, bo chciał zgnić. Samobójstwo, najdłuższe, najgorsze z możliwych, powolne rozpadanie się, utrata siebie kawałek po kawałku.

I gdy leżał na podłodze, patrząc na luźno leżący rękaw, postanowił, że pomoże sam sobie, że czekanie nie będzie wystarczającą karą.

Zaczął od stopy, mocno pociągnął, nie sądził, że pójdzie aż tak łatwo.

Rzucił ją w okolice okna, żałując trochę, że właściwie nie boli, że nie czuję tego tak, jak pragnął.

Złapał się za kolano i szarpnął.

Tym razem ból był przeszywający, zwinął się jak kociątko pragnące ogrzać samo siebie i posapał przez kilka minut.

Nie ma odwrotu.

Wcisnął palce pod żebra i pociągnął.

Czy słyszałeś kiedyś dźwięk rwanej kamizelki?

Nie miał już siły, ale był szczęśliwy.

Doczołgał się do kąta i powoli zamknął oczy, a jego świadomość znikała na zawsze w tempie rozpadania się jego mózgu.

piątek

Pojebało.

Szedł wolno, miarownie ocierając butem o but. Chodził tak zawsze, tak, że z napisów na wewnętrznej stronie butów zostało tylko ORT i SPO. Patrząc na oba na raz można domyślić się, jak brzmiało całe słowo. Powiedzmy, że padał deszcz, wręcz lało, a on biegł. Była też noc, było ciemno, był wieczór. Lampy oświetlały go pomarańczowym światłem a krople deszczu, widoczne tylko wtedy gdy przelatywały w jej pobliżu chłostały go po twarzy, trzymając jego umysł w trzeźwości. Grzmiało? Niee. Trzeźwość też jest raczej umowna bo wracał właśnie do domu, był pijany, wypił parę piw siedząc na boisku piłkarskim. Jednym słowem zrobił to, co powinien zrobić każdy mężczyzna, gdy dowie się, że jest niechciany. W deszcz przynajmniej nie latają komary - pomyślał i natychmiast wrócił do myślenia o wielu sprawach.
I jak już myślał, to naprawdę o wielu sprawach. Właściwie to wiadomo, że myślał o jednej, po prostu udawał, że myśli o czymś innym, żeby się czymś zająć. Bo tak naprawdę myślał
- CZY TE BUTY NIE SĄ ZA CIASNE?
I jednak zagrzmiało, właśnie wtedy.

czwartek

Moya

0:10
- Nuudzi mnie zawsze ten początek ale jest zbyt zajebisty, żeby go przewinąć.
0:20
- O czym to w ogóle?
- O czym tylko chcesz.
0:25
- Burczy mi tak czasem w brzuchu.
0:45
- Chyba mam dreszcze.
2:00
(kompletna cisza)
2:37
- Za mocno mi się już z Tobą kojarzy.
- No i dobrze.
3:42
- Gitara!
4:05
- Wyobrażasz to sobie na żywo?
4:50
- Zaraz walnie!
- Jeeeszczee.
4:58
- Już!
5:06
(zaczyna udawać perkusistę, waląc rękami o kolana)
- Głupiś?
5:44
- Chciałabym to włączyć, zakryć się poduszkami i tak leżeć żeby nikt mnie nie znalazł.
6:33
- Mam za dużo skojarzeń teraz, żeby powiedzieć o czym jest.
6:51
- Chciałbym to słyszeć jakbym umarł.
7:46
- Pierdolnięcie!
7:55
(słychać jakby mruczenie)
8:09
- Bolą mnie już ręcę.
- To przestań stukać, debilu.
8:27
- Ojaaaa!
- Ojaaaa!
9:11
- Nie lubię jak tu cichnie, zawsze się boję, że już się kończy.
9:18
- Ale nie!
9:41
- Jak jej słucham sam nie jest taka fajna.
10:11
- Gdzieś w tym momencie mogłabym zasypiać.
10:51 -Juuuż koniec?
- Jeszcze raz?