poniedziałek

O zdradzie.

Jak się czujesz, zdradzając przyjaciół? Odczuwasz radość? Dreszczyk emocji? Podniecenie? Ten słodki smak władzy, możliwości wpłynięcia na czyjś los, możliwości zniszczenia osoby paroma słowami. Świadomość, że ktoś zaufał Ci na tyle, by powierzyć sekrety, nad którymi panujesz. Robisz z nimi co zechcesz. To nie jest przestroga, to nie jest upomnienie, to nie jest kazanie. To wyraz zazdrości. Zazdrości, że mimo to, potrafisz żyć. Potrafisz się uśmiechać. Potrafisz jeść, pić, spać, funkcjonować - tak, jakby nic się nie stało. Udajesz, że nic się nie stało. A może nie udajesz?

O przypadkach.

- Wierzysz w przypadki?
- Jedyne przypadki, w które wierzę to te, przez które się odmienia. Kiedyś przypadkowo coś wybuchło, przypadkowo rodząc wszechświat, na którym przypadkowo zaczęło rozwijać się życie, które całkiem przypadkowo zaczęło ewoluować w ludzi, którym całkiem przypadkowo wytworzył się mózg zdolny do abstrakcyjnego myślenia. Wszelkie odkrycia były przypadkami. Ktoś by się nie urodził i wciąż żylibyśmy w jaskini. Ktoś by się urodził i już teraz zwiedzalibyśmy marsa. I przede wszystkim - nasze życie - przypadek, zbieg okoliczności, szansa jedna na sto milionów. Ułamek sekundy w wyścigu plemników i nie byłoby Cię tutaj. Na pewno? Twoje życie nie jest jedynie zbiorem przypadków. Jest sumą świadomych wyborów. Twoich wyborów.

sobota

"Tytuł zdradza za dużo" Cztery.

Nie mogłem zasnąć. Cały czas miałem wrażenie, że wychodząc stamtąd popełniłem cholernie duży błąd. Postanowiłem, że jutro tam wrócę. Wcale nie przez nią. Wcale.

Śniły mi się drzewa. Nie mam pojęcia dlaczego śniły mi się drzewa.

Spędziłem na tym dachu kilka godzin, jednak wcale nie miałem zamiaru wrócić do domu. Przebywanie tam było zaskakująco przyjemne, pomimo faktu, że wczoraj chciałem tu umrzeć.

-Przestępcy zawsze wracają na miejsce zbrodni.
Poznałem ten głos. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. A raczej coś, co było by uśmiechem, gdyby nie to, że nieużywane mięśnie zanikają i to co miało nim być, stało się dziwnym grymasem, który zniknął zanim zdążyłem się odwrócić.

- Co ty tu robisz?
Zawsze ale to zawsze, gdy jestem w pobliżu osoby, która nie jest mi obojętna, mówię rzeczy głupie, odległe od tego co naprawdę chcę powiedzieć i uczucie, że powiedziałem coś nie tak, towarzyszy mi przez całą rozmowę.
- Och, codziennie przychodzę tu sprawdzać, czy jakiś idiota nie przyszedł się zabić.
- Heh.
Jest ze mną coraz gorzej. Nie umiem mówić.
- Au! To naprawdę zabolało, trafiłeś mnie w mój czuły punkt! Z tobą naprawdę jest coraz gorzej. Masz ochotę się przejść?
- Do KFC?
- Nie, w Macu jest promocja na szejki.

Szliśmy w ciszy. Miałem ochotę zapytać o wszystko, wiedzieć o każdej rzeczy związanej z jej życiem, z nią samą i z jej sposobem bycia, nie wiedziałem jak zacząć, uznałem ze to będzie głupie i uzna mnie za dziwaka.

Nie wiem jak zachować się w tej sytuacji. Zdałem sobie sprawę, że jestem niedorozwinięty jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Umysłowy impotent. Brzydkie, samotne zwierzątko. Pierwszy raz w życiu naprawdę źle się z tym czułem.

O tak!

- Tak.
- Co tak?
- Nic, miałem ochotę chociaż raz się z tobą zgodzić.

O kontaktach z ludźmi.

- Odkryłem, że bycie miłym dla ludzi ma swoje dobre strony!
- Serio?
- Serio, jak będziesz dla nich miły i zaufają Ci, to po zranieniu ich cierpią jeszcze bardziej!

poniedziałek

"Tytuł zdradza za dużo" Trzy.

Nie umiem opisać tego miejsca. KFC. Po prostu. Stoły, krzesła. My. Ona jedząca skrzydełko. Dlaczego KFC? Nie wiem.
- A ty nic nie chcesz?
- Nie wziąłem kasy. Zazwyczaj za samobójstwo się nie płaci, uznałem że mi się nie przyda.
- Fakt.
Łapczywość z jaką jadła skrzydełko kurczaka z niewiadomych przyczyń mnie fascynowała.
- Więc, co my tu robimy?
- Ja jem. Ty patrzysz na mnie jak kretyn.
Odwróciłem wzrok. Poza nią jedynym miejscem, w którym się coś działo było to, co działo za szybą. Z morza przechodniów wypłynęła przeraźliwie gruba, nastoletnia dziewczyna poruszająca się z gracją, bez gracji. W koszulce "Born to be star". Właściwie napis się zgadza, pod warunkiem że mówimy tu o gwieździe astronomicznej. Różnice w rozmiarach są minimalne.
W głowie momentalnie pojawił mi się obraz astronoma-amatora obserwującego niebo, który z dumą odkrywa nową "gwiazdę", która, nie wiadomo dlaczego, przypomina z wyglądu człowieka. Z dumą dzwoni do instytutu badawczego i informuje ich o swoim odkryciu. Nazwałby ją
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Co? Przecież jesz.
Nazwałby ją
- Jedzenie nie przeszkadza mi w mówieniu.
- Ale mi przeszkadza. Mlaskasz.
Nazwałby ją
- Wcale nie.
-Och, posłuchaj się chociaż przez chwilę. Jesz te skrzydełka tak, jakbyś pierwszy raz miała w ustach coś innego niż mleko matki.
Pierdolę jakby ją nazwał.
- Dowiem się w końcu, o co chodzi?
- Mówiłam ci już.
- Powiedzmy, że mi to nie wystarcza. Powiedziałaś "Pokażę ci coś", co?
- Nic. Nie poszedłbyś, gdybym tak nie powiedziała.
- Owszem. Ściągnęłaś mnie z dachu. Obywatelski obowiązek spełniony. Możesz być z siebie dumna. Szkoda, że nie było świadków, nie napiszą o tobie w gazecie. Możemy się rozejść?
- Ok. Cześć.
Nie patrząc w moją stronę wróciła do swoich skrzydełek. Strasznie mlaskała.

Wyszedłem zdenerwowany na samego siebie.

piątek

O pogrzebie.

- Jak brzmiały by słowa które chciałbyś, żeby zostały przeczytane na twoim pogrzebie?
- Nie wiem, pewnie podziękował bym rodzinie i znajomym za to, że tyle ze mną wytrzymali, dodał parę słów o tym, że śmierć to dopiero początek i żeby żyli dalej nie przejmując się zbytnio. A twoje?
- Wiem, że przyszliście tutaj tylko po to, żeby się nażreć. Rozumiem to. Tak naprawdę większość z was mnie nie zna. Jeśli mnie zna, pewnie mnie nie lubi. Rozumiem to. Dlatego mam wam do przekazania tylko cztery słowa: wypierdalać, stypy nie będzie.

O Poście Wielkim.

Post jest dla ludzi biednych, nie mających pieniędzy na jedzenie.
Post jest dla ludzi słabych, którzy potrzebują Boga, żeby powstrzymać się przed jedzeniem.
Post jest dla ludzi głupich, którzy dla religii ograniczają podstawowe życiowe potrzeby.
Post jest dla ludzi naiwnych, którzy wierzą, że jednodniowe powstrzymanie się od wpierdalania kiełbasy odkupi ich grzechy.
Post jest dla ludzi wierzących.

środa

O świętach.

- Wiesz czego najbardziej nie lubię w świętach?
- Ty? Radości?
- Nie. Prezentów.
- Dlaczego? Każdy kocha prezenty.
- Prezenty świąteczne to małe lub większe przedmioty, których zadaniem jest pranie mózgów.
- O czym ty mówisz?
- Wiesz kto wymyślił prezenty na święta?
- Korporacje?
- Skąd. Kościół. Od małego dają Ci prezenty w święta kościelne, dlaczego? Żebyś od dziecka kojarzył je z czymś dobrym, żebyś zawsze ich oczekiwał, PAMIĘTAŁ o nich, żebyś zawsze święcił koszyczek we Wielkanoc, żebyś śpiewał kolędy w Boże narodzenie, po to, by tradycję utrzymywały twoje dzieci i choćby pozornie żyły w duchu chrześcijańskim. Gdyby nie to, każdy miałby te święta w dupie, a kościół straciłby lwią część wiernych, a przy okazji przychodów. Czy ktokolwiek przejmuje się wniebowstąpieniem Marii? Czy jakikolwiek nieortodoksyjny chrześcijanin w ogóle wie, kiedy to jest? Nie sądzę. Zacznijmy dawać z tej okazji więcej prezentów niż na gwiazdkę, za 10 lat będzie to najważniejsze święto kościelne w kalendarzu, gwarantuję Ci to.

sobota

"Tytuł zdradza za dużo" Dwa.

Stała przede mną dziewczyna. Na oko 17 lat. Miała skrzyżowane ręce, jakby z nudów. Nie zwróciłem uwagi na żaden szczegół z nią związany. Wyglądała po prostu normalnie.

- Słucham?
Słucham to najmądrzejsze słowo jakie przyszło mi do głowy.
- No wiesz, skok z dachu, sprytne. Jakim cudem nikt wcześniej na to nie wpadł?
- Słabo ironizujesz.
- Słabo popełniasz samobójstwo.
- Skąd wiesz, że chcę się zabić? Przyszedłem popatrzyć.
- Z rozłożonymi rękoma? Więcej widać?
- To gadanie ma mnie powstrzymać?
- Skąd. Skacz.
Zatkało mnie. Podświadomie chciałem, żeby ktoś był na tym dachu. Żeby powiedział mi "Nie skacz!"
- Skacz.
Spodziewałem się że ktoś powie mi, że byłem wyjątkowy.
- Nie byłeś nikim wyjątkowym. Jeśli zabijesz się teraz twoja śmierć będzie jedną z wielu. Skacz.
Spodziewałem się że ktoś powie mi, że moje życie jest zbyt cenne, żeby się zabić.
- Twoje życie jest gówno warte. Skacz.
Spodziewałem się, że ktoś za wszelką cenę będzie chciał mnie powstrzymać.
- Skaczesz czy nie?

Nie. Nie teraz. W tym momencie przestała to być moja decyzja. Ta dziewczyna właśnie odebrała mi jedyną rzecz, nad jaką mogłem przejąć kontrolę. Znałem ją od paru minut a już szczerze jej nienawidziłem. Odsunąłem się od krawędzi.
- Zmieniłeś zdanie?
Szedłem bez słowa w kierunku drzwi. Minąłem ją.
- Więc tak po prostu odejdziesz, mimo że uratowałam Ci życie?
Zdałem sobie sprawę, że to prawda. Każde inne gadanie, każda inna reakcja zakończyła by się tym, że skoczyłbym. Znienawidziłem ją jeszcze bardziej.
- Nie jesteś pępkiem świata. Świat ma Cię w dupie. Albo się z tym pogodzisz i będziesz żył dalej albo myślenie o tym przytłoczy cię tak bardzo, że znów będziesz chciał się zabić. A ja następnym razem siądę tu z popcornem i popatrzę.
Nie wytrzymałem.
- Więc co? Mam dziękować Tobie i Bogu za drugą szansę, wrócić do domu i zacząć cieszyć się życiem? Zacznę chodzić do kościoła, traktować kolejny dzień jak dar dany mi przez Stwórcę, zachwycać się nad cudem życia?
- A może po prostu olej to? Olej to wszystko. Chodź, pokażę Ci coś.
- Masz zamiar zabrać mnie do parku i pokazać jakąś szczęśliwą rodzinkę? A może do przytułku dla bezdomnych gdzie wolontariusze totalnie bezinteresownie wydają bezdomnym jedzenie? Tak, to z pewnością pomoże.
- Zamknij się.

Poszliśmy do KFC.