środa

O cholera.

Nie umarłem, ale było blisko.

Stary ja kontra nowy ja w starciu ostatecznym, co mogę nazwać okresem, który widzę jak

masz przed sobą pole, tylko pole, za sobą masz białą przestrzeń, więc nie pozostaje Ci nic innego jak iść nim. Niebo jest bezchmurne, wiatr nie istnieje, a Ty zwracasz uwagę tylko na ślady stóp odbite na trawie tak zielonej, że stanowi jej definicję. I to właśnie te ślady prawie Cię (w domyśle mnie) zabiły.

Odzyskałem kawałek siebie (może kciuk) ale nie wiem jak teraz będzie.

A wyszło z tego tyle, że na nowo m

- Ej, ten blog nie jest o tym.
- Cholera.

Typowy mężczyzna w typowym długim płaszczu szedł typową ciemną uliczką, w typowo deszczową pogodę, mając na głowie typowe problemy.

Jeszcze raz.

Dawno, dawno temu.

Jeszcze raz.

Siedział przy stole, gnąc kartkę papieru tak długo, aż zrobiła się miękka jak chusteczka higieniczna.

Jeszcze raz.

Nikt nie wiedział, kiedy nadejdzie koniec.

Jeszcze raz.

Houston, mamy problem.

Jeszcze raz.