Słońce niemal zniknęło za krzywą linią anten, dachówek i kominów.
- Nigdy nie wiedziałaś, o co mi chodzi.
- Co?
Siedzenie ze stopami w powietrzu nie dawało już tej frajdy, co kiedyś.
Nie wiedziałem, co powiedzieć. Właściwie nigdy nie chciałem poruszyć tego tematu.
- Nie masz czasem wrażenia, że nie o to nam chodziło?
Moje stopy skuliły się do wewnątrz.
- Na razie mam wrażenie, że nie wiem, o co ci chodzi.
- Że zachłysnęliśmy się sobą, stwarzając w sobie przekonanie, że to jest to?
Jej nogi straciły całą swoją beztroskę.
- A nie jest?
Siedzieliśmy tak przez chwilę, obserwowanie słupa wysokiego napięcia wydało mi się fascynujące.
- Fascynujący ten słup, co? - Rzuciła trochę od niechcenia.
Czy to właśnie nie tego mam dość, że tak często wie o czym myślę, ale nie rozumie nic więcej?
Moje stopy poczuły wyjątkową chęć zabrania mnie stąd.
- Chciałabym wiedzieć, co ci siedzi w głowie.
- Robaki.
- Wyjątkowo paskudne.
- Wiedziałaś, że tak będzie.
- Nie pomyślałam o tym nawet raz.
- Cholera.
Zazwyczaj trafiałem.
- Nie trafiłeś. - Jej stopa otarła się zaczepnie o moją.
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy, wciąż nie mogłem oderwać od niego wzroku.
- Nawet patrzenie na słup kiedyś ci się znudzi.
Miała rację, to był najnudniejszy słup jaki kiedykolwiek widziałem. Gdyby kilka słupów zebrało się kiedyś na popołudniowej herbacie, ten zostałby uznany za wyjątkowego nudziarza i gbura.
Uśmiechnąłem się do siebie myśląc o tym wszystkim.
Nie zdziwiło jej to, przyzwyczaiła się.
Wstałem niepewnie, zdrętwiały mi stopy.
- Lepiej będzie jak nic nie powiem, co?
Tym razem zrozumiała.
Słońce zniknęło za krzywą linią anten, dachówek i kominów.
sobota
czwartek
Piszę w dziewiątej osobiej osobie (rozpisanie pomaga)
Pisał o tym, jak jego bohater pisał, że jego bohater pisał, że pisanie bez sensu sprawia mu niemal taką frajdę, jak osobie piszącej o osobie, która pisze o osobie, która go w tym momencie opisuje. Czyli mi. Gdy mój bohater, piszący o piszącym piszącym o piszącym o frajdzie z pisania, zdał sobie sprawę, jak nieprzyjemnie będzie się to czytać, zaczął pisać tak, żeby piszący o piszącym piszącym o pisaniu, wymazał postać piszącego piszącego o piszącym piszącym o satysfakcji, innymi słowy, napisał, że nie istnieje. I zostałem ja, piszący o piszącym o niczym i ty, marnujący dwie lub więcej minut swojego życia. Cholera.
Teraz, póki piszę.
Z każdą literką odczuwał ulgę, jakby każdy klik gumki znajdującej się pod plastikowym kwadratem był małą spowiedzią do osoby, której rady zawsze są pomocne. Każde zgięcie palców to poczucie bycia lepszym człowiekiem, jakby każdy dotyk oznaczał jednego uratowanego szczeniaka. Każda spacja pomiędzy słowem to świadomość robienia czegoś trwałego, jakby całość wreszcie nabierała sensu.
Chemia.
Siedział na łóżku mając humor, który określał, nie określał, ale chciałby określać go jakoś pomysłowo. Siedząc z humorem nieokreślonym, próbował go chociaż zdefiniować. Mieszanina nastrojów jednorodna, (bo w końcu jesteśmy chemią i reakcją). Tak, że nie zdajesz sobie sprawy, jaki jest właściwie twój stosunek do świata - czuł zupełną samotność, brak emocjonalnego przywiązania do innego, uczucie "mi się nie uda" i inne rzeczy, których nie mógł wyrzucić z głowy, przy okazji będąc niebywale wesołym.
Powrotnie, przewrotnie.
Argumentem potwierdzającą Boskie skurwysyństwo jest fakt, że rzecz, której szukamy, odnajdzie się tylko w przypadku szukania innej rzeczy albo w momencie, gdy rzecz szukana dawno nie jest nam potrzebna/dawno o niej zapomnieliśmy.
A także fakt, że ludzie są stworzeni tak, że nie są zdolni do wspólnego funkcjonowania.
A także fakt, że ludzie są stworzeni tak, że nie są zdolni do wspólnego funkcjonowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)