poniedziałek

"Tytuł zdradza za dużo" Trzy.

Nie umiem opisać tego miejsca. KFC. Po prostu. Stoły, krzesła. My. Ona jedząca skrzydełko. Dlaczego KFC? Nie wiem.
- A ty nic nie chcesz?
- Nie wziąłem kasy. Zazwyczaj za samobójstwo się nie płaci, uznałem że mi się nie przyda.
- Fakt.
Łapczywość z jaką jadła skrzydełko kurczaka z niewiadomych przyczyń mnie fascynowała.
- Więc, co my tu robimy?
- Ja jem. Ty patrzysz na mnie jak kretyn.
Odwróciłem wzrok. Poza nią jedynym miejscem, w którym się coś działo było to, co działo za szybą. Z morza przechodniów wypłynęła przeraźliwie gruba, nastoletnia dziewczyna poruszająca się z gracją, bez gracji. W koszulce "Born to be star". Właściwie napis się zgadza, pod warunkiem że mówimy tu o gwieździe astronomicznej. Różnice w rozmiarach są minimalne.
W głowie momentalnie pojawił mi się obraz astronoma-amatora obserwującego niebo, który z dumą odkrywa nową "gwiazdę", która, nie wiadomo dlaczego, przypomina z wyglądu człowieka. Z dumą dzwoni do instytutu badawczego i informuje ich o swoim odkryciu. Nazwałby ją
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- Co? Przecież jesz.
Nazwałby ją
- Jedzenie nie przeszkadza mi w mówieniu.
- Ale mi przeszkadza. Mlaskasz.
Nazwałby ją
- Wcale nie.
-Och, posłuchaj się chociaż przez chwilę. Jesz te skrzydełka tak, jakbyś pierwszy raz miała w ustach coś innego niż mleko matki.
Pierdolę jakby ją nazwał.
- Dowiem się w końcu, o co chodzi?
- Mówiłam ci już.
- Powiedzmy, że mi to nie wystarcza. Powiedziałaś "Pokażę ci coś", co?
- Nic. Nie poszedłbyś, gdybym tak nie powiedziała.
- Owszem. Ściągnęłaś mnie z dachu. Obywatelski obowiązek spełniony. Możesz być z siebie dumna. Szkoda, że nie było świadków, nie napiszą o tobie w gazecie. Możemy się rozejść?
- Ok. Cześć.
Nie patrząc w moją stronę wróciła do swoich skrzydełek. Strasznie mlaskała.

Wyszedłem zdenerwowany na samego siebie.

1 komentarz:

Bi pisze...

złość piękności szkodzi.
a skrzydełka są myte ludwikiem.