piątek

Ja, pięćdziesięciolatek i wiatr.

Miejsce było niezwykłe, przynajmniej dla niego. Zewsząd trawa - najmocniej składająca się z trawy trawa świata, definicja idealnej rośliny. Otoczony drzewami (zawsze chciał znać ich gatunki aby lepiej o nich pisać), których liście przy silnym wietrze wyglądały jak łuski drewnianej ryby świecącej w wodzie każdym odcieniem zieleni. Całe to miejsce było zapadnięte w ziemi, jakby chciało schować się przed oczami ludzi albo przeciwnie, czekało na odnalezienie.
Jego myśli były grubym pięćdziesięciolatkiem przełączającym kanały na satelicie, który nie może zdecydować się co oglądać. Programy były różne, żaden jednak nie mógł przykuć jego uwagi na dłużej.
Telenowela o nastolatku, który nigdy nie czuł się tak zagubiony, film fabularny produkcji radzieckiej traktujący o bombach atomowych, sitcom, przy którym czasem nawet się uśmiechnął, program teologiczny "Ja i mój Pan" (a może to był program o psach, nie był pewny), oraz pornos.
Potrząsnął głową wyrzucając myśl o telewizorze z głowy, a kulkę która wypadła mu z ucha podniósł i rzucił na stok kulek - myśli bezużytecznych.
Zdrętwiał, jednak ostatnie co teraz chciał to wstać. Wracanie w kierunku domu kojarzy mu się z samotnością, taką, której teraz by nie wytrzymał.
Nie miał już o czym myśleć. Wstał i ruszył powoli, żeby spędzić tutaj chociaż trochę więcej czasu.
A wiatr był z nim.

2 komentarze:

Martyna pisze...

czy przeoczyłam moment kiedy przyszły wakacje?

TajemniczyJednorożec pisze...

Są chwile, kiedy wiatr staję się tym najwierniejszym przyjacielem.