czwartek

Trzecia minuta nieprzytomności

Najlepszym momentem w ciągu dnia jest ten, w którym tracę przytomność.

Na początku trwało to kilka sekund, teraz liczę ten czas z w pełnych minutach. Staje się to tak częste, że zacząłem mówić "o, znowu!" za każdym razem, gdy czuję utratę kolorów.

Słodkie nie-bycie, świadomość, że TY NAPRAWDĘ NIE MASZ KONTROLI i poddajesz się lenistwu swojego ciała.

Lubię zabawne mroczki przed oczami, bo to najzabawniejsza część dnia i ciekawe geometryczne wzorki, bo to najciekawsza część dnia. Siniaków mam mało, bo zazwyczaj ląduję bezpiecznie, a ze schodów schodzę szybko, bo całkiem głupio jest złamać kręgosłup.

Uroczy jest sposób mojej ekscytacji, gdy podczas przechodzenia przez ulicę robi się ciemno, a ja po prostu próbuję nie upaść. Uśmiecham się też w momencie, gdy matka pyta się mnie, czy dobrze się czuję, bo blado wyglądam, a ja mówię tylko "da się przeżyć."

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

'nie no co ty mamo, lubię upadać, fajna zabawa'