Nie zauważyliśmy chwili, w której ojciec zdziecinniał.
Któregoś dnia bał się jechać do fryzjera, ciągnął matkę za rękaw i przyniósł jej moje stare szkolne nożyczki. Wzięliśmy to za pewien rodzaj kryzysu, wybryku starego ekscentryka, który minie z czasem. Nie wiedzieliśmy, że niedługo zacznie moczyć łóżko.
Zyskałem młodszego brata, który podkradał mi czasem pieniądze i woził do szkoły, melodycznie komentując każdą zaklejoną dziurę w drodze słowem „łatka” i „brrum”.
ŁATKA, ŁATKA, ŁATKA, ŁATKA. BRRRUUM ŁATKKA!
Tato, przestań.
ŁATKA BRUM BRUM, ŁATKA, ŁATKA ŁATKA, O ŁATKA, I TU ŁATKA, ŁATKA ŁATKA.
Tato.
ŁATKA ŁATKA ŁATKA. BRRRUMMM!
Potem jeździłem autobusem, bo przestał sięgać pedałów.
Pierwszy raz płaczącą matkę zobaczyłem, gdy ojca wyrzucili z pracy, bo na dokumentach zaczął podpisywać się TATA. Gdy próbowałem na nowo nauczyć go podpisu, trzymał długopis całą pięścią.
Matka płakała coraz częściej, ojca nie było w domu przez całe dnie, wracał wieczorami cały w błocie, z porwanymi spodniami. Mówił, że odkrywa, że nie rozumiemy, że wszystko będzie dobrze, mamo.
Potem zaczęły się problemy z chodzeniem - cieszyliśmy się, że przynajmniej jest w domu.
Matka odeszła, gdy nocami zaczął ssać jej pierś.
1 komentarz:
Bolesne.
Prześlij komentarz