niedziela

6 707 000 000 + 2?

Ten moment, w którym zdajesz sobie sprawę, że nie masz na co narzekać.

Szedł ulicą nie myśląc tym razem o krokach, o spadaniu, o rytmie, o czymkolwiek. Właściwie, to nawet nie szedł. Właściwie, to nawet go tam nie było.
Był gdzie indziej.

Łał.

1 komentarz:

B. pisze...

Cieszysz się?
Przeczytałam i mam wrażenie, że wydaje Ci się, że to wszystko to tylko sen. To rzeczywistość Majk, rzeczywistość!
Uśmiecham się na myśl, że jesteś szczęśliwy. I że ona też jest.