wtorek

Przyłóż język.

IV.

Idąc przez miasto nawet rodowity Nowojorczyk czasem zastanawia się, "Gdzie ja kurwa jestem?". Tu po prostu wszystko wygląda identycznie. Pierdolona lodowa kraina z jej własną, morderczą wersją złej królowej śniegu.

Nawet dzieci przestały lubić zimę, a Coca-Cola na Święta zmieniła maskotkę z Mikołaja na surfującego, opalonego homoseksualistę. Żeby się dobrze kojarzyło.

Minąłem starszą kobietę, szarpiącą się z jakimś nastolatkiem. To pierwsza kradzież jaką widzę od półtora roku. Minąłem ich spokojnie i skręciłem za róg. Usłyszałem krzyk, więc pewnie udało mu się wyrwać jej torebkę. Biegł w moją stronę, kierował się do metra.
Dlaczego nie zareagowałem? Bo w taką pogodę każda ucieczka kończy się tak samo.

Schody do metra były oblodzone.

Spadając z samej góry zapewnił sobie kalectwo do końca życia.

Ktoś zadzwonił po policję, ktoś inny po karetkę. Ja obserwowałem starszą panią, która powoli zeszła po schodach i podniosła swoja torebkę.

Skala przestępczości w ostatnich latach spadła o 40%. Kradzieże stały się cięższe do zorganizowania, ucieczki wiążą się z dużym ryzykiem, a przestępcy są po prostu zbyt leniwi i wolą handlować dragami albo pobić kilka dziwek od czasu do czasu. Dla zabawy.

Niektórzy mówią, że to dar od Boga. Że w takich warunkach ludzie jednoczą się i działają wspólnie. Co ja myślę? Myślę, że przestępczość, po raz pierwszy w historii ludzkości, stała się po prostu nieopłacalna.

Wróciłem do domu. W lodówce mam tylko piwo i dwa plastry sera. Nie upiję się jednym piwem. Nie najem się dwoma plastrami sera. Dzisiejszy dzień zapowiada się wybornie.

Dzień minął mi na oglądaniu telewizji. Bardzo modne stały się filmy katastroficzne. Tak w ramach poprawiania humoru społeczeństwu. W końcu, mogło być gorzej.

Miałem dość. Powoli godzę się z jej śmiercią. Zemsta coraz mniej mnie interesuje. Przerażało mnie to, przecież sobie obiecałem.

Ale jestem realistą, Językoznawca jest sprytniejszy ode mnie i całej policji razem wziętej.

Wyrzuciłem wszystkie akta do kosza.

Jutro składam rezygnację.

Za oknem ktoś przewrócił kubły.
- Puść mnie, kurwa! - Znowu biją jakąś dziwkę za oknem.

Coś we mnie drgnęło. Wybiegłem z mieszkania.

Czwarte piętro.

Trzecie.

Drugie.

Pierwsze.

Parter.

Dlaczego mieszkam tak wysoko?

Leżała na ziemi z czymś metalowym w ustach. Ktoś powoli oddalał się od ciała.

Nie jestem kretynem, nie krzyknąłem "Stój!". Cicho szedłem za nim.

Ręce trzęsły mi się z zimna, nie zdążyłem wziąć płaszcza.

A może to był gniew?

Nie wytrzymałem. Zacząłem biec. Śnieg był mocno zmrożony, zacząłem hałasować.

Językoznawca odwrócił się, ale było za późno. Skoczyłem na niego. Obaj upadliśmy na ziemię. Zaczęliśmy się szamotać.

Wtedy zobaczyłem jego twarz. Była zaskakująco zadbana. Spodziewałem się... właściwie sam nie wiem czego się spodziewałem. Miał czarne włosy, był starannie ogolony, a przede wszystkim, wyraźnie zaskoczony wizytą.

Nie miałem więcej czasu na przyglądanie się, jego prawy sierpowy właśnie wylądował na mojej twarzy.

Wstał, zaczął kopać mnie w brzuch. Miałem dość, ale moje wkurwienie osiągnęło szczyt. Złapałem go za stopę i wykrzywiłem najmocniej jak mogłem. Pierwszy raz w życiu trzask łamanych kości sprawił mi przyjemność.

- Kuuurwaaa. - Upadł na ziemię i zaczął wyć z bólu.

Nie miałem siły wstać. Podszedłem do niego na czworaka i na ślepo okładałem po twarzy. Nie obchodziło mnie, jak naprawdę się nazywał, nie obchodziło mnie, jak udawało mu się wymykać policji, nie obchodziło mnie, jak zamazywał ślady.

Chciałem po prostu go zabić.

Usłyszałem strzał i w tej samej poczułem ból w okolicy brzucha. Ból nie do opisania. Jakby w moich trzewiach wybuchła mała bomba, jakby motylki, które czujesz, gdy się zakochasz nagle postanowiły uciec i wygryzały sobie drogę ucieczki.

Osunąłem się na niego bezwładnie. Zrzucił mnie i próbował wstać. Podparł się o drzewo i wycelował.

- Dobranoc.

Zemdlałem.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

te motylki...

Anonimowy pisze...

... ucieczka przed miłością?