czwartek

"Tytuł zdradza za dużo" Sześć.

To był zwykły wakacyjny dzień. Padało. Znów. Właściwie zawsze pada. Po cichu liczę, że to biblijna powódź i podczas gdy zaleje nas nieskończony deszcz wymyje mi z głowy myśli, które się w niej kłębią. Ją.

Grzmi. Gdybym miał być zjawiskiem pogodowym (właściwie nie wiem czemu miałbym mieć taki wybór, nie wyobrażam też sobie, że ktoś chciałby być np. mżawką) byłbym burzą. Czemu? Nieuchwytność? Chyba.

Błyska. Ktoś używa wielkiej lampy błyskowej żeby robić zdjęcia idiotom którzy ze strachu chowają się w domach.

Zadzwonić? Napisać? Pójść?

Nie potrafię.

Burza przeszła. Teraz powinna pojawić się tęcza, z którą może być jednak problem, bo jest noc.

Następnym razem.

Nie pada. Nie ma powodzi. Noe 2 nie przepłynął pod moim oknem.

Następnym razem.

Prawie zebrałem się w sobie.

Prawie robi... nie. Prawie chuj.

Zawód za zawodem.

(Bo ludzie tacy są).

Przerwa.

***


DEM.

- Kocham Cię. - Ja też.

Dobranoc.

3 komentarze:

Bi pisze...

Jaaasne, nie liczysz że Ci deszcz wymyje Ją tylko że przypłynie Noe 2 i Cię zabierze na swoją łódkę ze zwierzętami. O.

ps. napisz, zadzwoń, pójdź. nie bój się. do odważnych świat należy!

Tolek pisze...

pionteczka źom.
www.tolas.fbl.pl - może nie tak fajnie opisane, ale... ;)

Anonimowy pisze...

Heh, doskonale Cię rozumiem, niestety.
SF01