środa

Pierwsze.

Kocham ten stan, wrażenie, że poza przenoszeniem gór mogę postawić je na wierzchołku - w idealnej równowadze. Moment, w którym przez chwilę wszystko jest proste, ograniczenia nie istnieją, a mój umysł obejmuje Świat w większej perspektywie.

Złość.

Uczucie porównywalne do miłości, (może) lepsze, bo w żaden sposób nieograniczające. Wrażenie swoistego uskrzydlenia, upojenia adrenaliną wpompowaną w serce z siłą rozrywającą klatkę piersiową. Moment, w którym motylki ze strachu wracają do postaci larwy, i w swoich podgniłych już kokonach czekają, aż reakcja chemiczna wpływająca na mój mózg zobojętni się pod naporem Ciebie, dając im szansę ponownego gryzienia mnie w żołądek.

Brak komentarzy: