I.
Szedłem ulicą, słysząc tylko swoje kroki na śniegu. Zastanawiałem się, czy to bardziej chrupanie, ugniatanie czy szelest. Najmocniej kojarzyło mi się to z jedzeniem kruchych ciasteczek. Właściwie zjadłbym sobie teraz jedno.
Bolała mnie noga. Szedłem już tak od dłuższego czasu. Po drodze spotkałem tylko bezdomnego przykrytego dwoma gazetami. Prawdopodobnie już nie żył, ciężko przeżyć w takiej temperaturze pod kawałkiem "Niskie temperatury z roku na rok utrzymują się dłużej, gospodarka światowa na skraju załamania". Ktoś go jutro sprzątnie. Albo za tydzień, nie wiadomo kiedy go znajdą. Przy tej temperaturze pozostanie jednak świeży. Bo było kurewsko zimno.
Bar. Nigdy nie mogłem zapamiętać jak się nazywał, śnieg zakrywał wszystko poza drzwiami. Właściwie nie było tu dużo cieplej niż na zewnątrz. Nawet dziwki siedziały w zapiętych kurtkach. Ciężko odróżnić je od kobiet, które przyszły się napić, więc łatwo można dostać w twarz.
- Grzane piwo - powiedziałem starając się nie otwierać ust zbyt szeroko w obawie przed utratą ciepła.
Barman włożył kufel do mikrofalówki i ustawił na pięćdziesiąt trzy sekundy.
Starałem się myśleć o tym, dlaczego na akurat na pięćdziesiąt trzy sekundy, a nie o tym, dlaczego ze wszystkich barów ja musiałem wybrać taki, w którym grzane piwo jest z mikrofalówki.
Po pięćdziesięciu trzech sekundach mikrofalówka wydała dźwięk który brzmiał jak "kurwa" ocenzurowane w telewizji.
Barman nie przewidział, że kufel nagrzeje się i podając mi go poparzył się w rękę i upuścił go na ziemię. Odszedłem od baru i usiadłem przy stoliku w rogu. Już mi cieplej.
Barman rzucił kilkoma kurwami i zaczął sprzątać. Może to i lepiej, i tak nie miałem czym zapłacić.
"To już drugi miesiąc zimy stulecia... meteorolodzy alarmują... pozostać w domach... kolejne ciało znalezione... drugie morderstwo w tym tygodniu..."
Fragmenty dochodzące z telewizora wiszącego pod sufitem nie mówiły mi nic nowego. Media przyjęły sobie za zadanie informowanie wszystkich w sposób tak dokładny, jakby tylko oni widzieli, co dzieje się za oknem
Przez szybę zobaczyłem przejeżdżający wóz patrolowy. Wychodzenie o tej porze zostało właściwie zakazane, zbyt dużo ludzi zwyczajnie zamarzło. To dla naszego dobra, mówią. Schroniska są przepełnione. Hotele są zmieniane w schroniska. Nawet zwierzęce schroniska są zamieniane w ludzkie schroniska. Niektórzy podobną śpią w klatkach razem z psami. Lepiej tak, niż na dworze. Bo miejsc i tak brakuje. Wszystkie lotniska zostały zamknięte, głównie przez pogodę ale też dlatego, że nikt nie chce latać. Nikt nie chce nawet wyjść z domu.
Ale ja musiałem.
2 komentarze:
W sumie? Pasuje do pogody panującej za oknami.
Lato w pełni a ty o zimie. To tak na ochłodę?
Prześlij komentarz