Nie mogłem zasnąć. Cały czas miałem wrażenie, że wychodząc stamtąd popełniłem cholernie duży błąd. Postanowiłem, że jutro tam wrócę. Wcale nie przez nią. Wcale.
Śniły mi się drzewa. Nie mam pojęcia dlaczego śniły mi się drzewa.
Spędziłem na tym dachu kilka godzin, jednak wcale nie miałem zamiaru wrócić do domu. Przebywanie tam było zaskakująco przyjemne, pomimo faktu, że wczoraj chciałem tu umrzeć.
-Przestępcy zawsze wracają na miejsce zbrodni.
Poznałem ten głos. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. A raczej coś, co było by uśmiechem, gdyby nie to, że nieużywane mięśnie zanikają i to co miało nim być, stało się dziwnym grymasem, który zniknął zanim zdążyłem się odwrócić.
- Co ty tu robisz?
Zawsze ale to zawsze, gdy jestem w pobliżu osoby, która nie jest mi obojętna, mówię rzeczy głupie, odległe od tego co naprawdę chcę powiedzieć i uczucie, że powiedziałem coś nie tak, towarzyszy mi przez całą rozmowę.
- Och, codziennie przychodzę tu sprawdzać, czy jakiś idiota nie przyszedł się zabić.
- Heh.
Jest ze mną coraz gorzej. Nie umiem mówić.
- Au! To naprawdę zabolało, trafiłeś mnie w mój czuły punkt! Z tobą naprawdę jest coraz gorzej. Masz ochotę się przejść?
- Do KFC?
- Nie, w Macu jest promocja na szejki.
Szliśmy w ciszy. Miałem ochotę zapytać o wszystko, wiedzieć o każdej rzeczy związanej z jej życiem, z nią samą i z jej sposobem bycia, nie wiedziałem jak zacząć, uznałem ze to będzie głupie i uzna mnie za dziwaka.
Nie wiem jak zachować się w tej sytuacji. Zdałem sobie sprawę, że jestem niedorozwinięty jeśli chodzi o kontakty międzyludzkie. Umysłowy impotent. Brzydkie, samotne zwierzątko. Pierwszy raz w życiu naprawdę źle się z tym czułem.
2 komentarze:
'Umysłowy impotent. Brzydkie, samotne zwierzątko'.
?
dlaczego drzewa Ci się śniły? to przypadek?
Waham się.
Prześlij komentarz