sobota

Haha

Śniło mi się, że byłem księżniczką zamkniętą w wieży, ale to wszystko było tylko taką zabawą, bo srać wychodziłem na zewnątrz, żeby mi tam nie śmierdziało.

Mimo całej niepoważności, chciałbym, aby odebrać to wszystko poważnie, chociaż lat mam za mało, żeby ktoś potraktował to poważnie. Wyliczyłem kiedyś, że wielkość się zaczyna mniej więcej koło 24, a jak mi założą na zęby aparat, to już w ogóle. I mimo, że liczy się wnętrze, ale przecież sam dążę do tego, żeby było jak najmniej poważne, nic już nie rozumiem.

Bywa ze mną różnie, ale mimo to wszystko dość to do siebie podobne, mówią (niestety nie mi), że jestem taki i taki albo ten i tamten, dużo tych opinii, co Polak to dwie opinie, co kobieta to opinia bez sensu.

Nieprzewidywalny błazen, dzieciak, zmanierowany dzieciak, ciężki dzieciak, dzieciak-socjopata, krzykliwy dzieciak, on Cię nie szanuje, to jest chłopak bez świętości, podziwiam jego dziewczynę, z nim jest ciężkie życie, a mimo wszystko węgiel przyniesie, więc złoty i uczynny. Sam się czasem gubię już w tym wszystkim, gubię się w opiniach, ciężko stworzyć się jednego, skoro każdy myśli o tobie inaczej.

Już było o tym tyle, człowiek spotęgowany człowiekiem i człowiek z gębą, człowiek w stosunku do innego, czy człowiek jest jak drugiego nie ma?, drzewo w lesie i tak dalej, to wszystko już trochę mnie znudziło, tylko, że inaczej się nie da, bo podobno udaję dopiero wtedy, gdy zaczynam być sobą, trochę jak ta kobieta w pubie, która powiedziała, że podstawą mnie jest niebycie mną.

Wchodzę pod samochody ale boję się stawać na żelaznych kratach odpływowych.

Ci ludzie, ci poważni, ci co nie wiedzą art of trolling, przecież ja tak często popadam w zupełną przesadę.

Ale! są też ludzie łamiący pewne postawy, czy raczej KOBIETY potrafiące złamać pewne postawy, szczerość wynikająca z gestów i słów, jakiś rodzaj zachowań, który zauważam od razu, sprawiający, żę chce się taką "zaklepać", chce się taką, no, wziąć, i nic nie poradzę, całość robi się wulgarna ale ja nic nie poradzę, mam nadzieję, że matka tego nie zobaczy (jak ja mogę pisać o matce, przecież...), ale one są takie, że się nic nie poradzi, jak Evy Braun, Hitler wiedział co dobre, wiedział też, co zabijać, ale o tym innym razem.

Tylko ta reszta, dlaczego ta reszta tak mocno próbuje wniknąć, czemu pojawia się ta i tamta szepcąc jej do ucha.

Jestem rozwydrzonym dzieciakiem, bywa, że krzyczę i ciągam, bywa, że już nie wytrzymuję i uciekam, bywa tak, że już nie mogę, i one cieszą się wtedy najmocniej, czekając aż pęknę, ach! te usta! będą mogły!

Stałem się ŻARCIEM DLA KONI, PASZĄ DLA ŚWIŃ, moje ruchy są teraz przeliczane na wiadra gówna, którymi można mnie potem obrzucić.

Wszyscy ludzie ci znani są aktorami, kiedy ja czuję się największym, jakbym dostał główną rolę w spektaklu "On i ta nuda", gdzie tą nudą są ci wokół, o boże, to tak źle brzmi, tak zupełnie nie powinno się pisać w moim wieku, NIGDY NIE POWINNO SIĘ TAK PISAĆ, to mi już nie przystoi, NIGDY NIE PRZYSTAŁO, nie buntuje się w ostatniej nastce, to już za póżno, nie ten czas, nie ta pora, w szyję ciśnie mnie krawat, a ręce krępują mi mankiety, ale najgorsze są te oczy, świdrujące każdy ruch, który nie jest ruchem po wytartych od kroków kafelkach do biura.

Skaczę po szafach jak ruda Pippi, nie lubię murzynów jak Tom Sawyer (???), trochę Tolek Banan i jak dzieci z Bulerbyn, czasem już nie mogę i rola pęka, prowokacja się sypie, maska spada jak u Hiczkoka czy tam Szekspira, zaczynam się śmiać i czasem śmiejemy się we dwoje, a oni tak patrzą, i ten taki późny bunt z kapciami na nogach, może też trochę na siłę, ale nie byłoby tak mocno, gdyby nie irytowało wokół, co poniekąd też jest przecież na przekór. I przecież tak się nie powinno, to nawet jakbym miał piętnaście lat by nie przeszło i rozmawialiśmy kiedyś o tym, że nie można o tym pisać, ale też nie da się tak nie myśleć.

Bawi mnie sposób w jaki kichają ludzie, bardziej chyba niż sposób w jaki mówią o sobie. Albo jak ktoś ci coś mówi, kobieta, a ty tak kierujesz rozmową, że zaczynają mówić ci wszystko, otwierają kolejne drzwi (potem otwierają pizdę ale odmawiasz bo pizdy śmierdzą), i kolejne, jesteś w niej coraz dalej (ale nie chujem) ale w końcu zaczynasz się śmiać z nadmiaru POWICHROWANIA.

Tylko, że to nie pomaga, desperacka potrzeba utrzymywania dobrych relacji sprawia, że ludzie starają się za Ciebie, puszczają pewne teksty nad sobą, jakby lepsi niż ty ale wiedzą że gorsi, tak bardzo chcą, żeby było dobrze ze wszystkimi (wcale nie, wszystko kręci się o ewolucję, kiedyś lizali, bo jak Stalin, mogłeś zabić, teraz możesz obrazić, zniszczyć [opinię]) że nie widzą tych otwartych nawiązań, prostych aluzji i widocznych podtekstów.

I jak już raz przeklnąłem będę musiał przeklinać teraz ciągle, bo wpadłem teraz w pewną BUNTOWNICZĄ FORMĘ. Potwierdzam swoją dziecinność, dziecięcość, gówniarość, nie ma takich słów, potwierdzam swoje gówniarestwo, wieje ode mnie infantylizmememem. Pisanie jak terapia, siedzisz i się śmiejesz, a potem wrzucasz to w internet i klikają ci, że fajne, a ty czujesz, że tak oto zapisałeś się we wszechświat, idziesz spać tak bardzo szczęśliwy, że ci kliknęli, log out a rano uczysz się niemieckiego, mimo że jesteś filologia angielska, a z niemcami była wojna.

Tyle, że nie, sam się pogrążam, pisanie pod publiczkę, ale przecież zupełnie na odwrót, bo tworzysz najgorszy obraz siebie, obrażasz sam siebie, mieszasz się z błotem bo tego się oczekuje, żeby ci nie wyszło, ten najbardziej chciany przez wszystkich obraz ciebie, obdzierasz się ze wszystkiego, co w tobie dobre, mówiąc, że nie ma w tobie nic dobrego, ale tak naprawdę jest to krzywdząco powierzchowne, to jednak krzywda chciana, popkultura, bunt i ironia, więc już zupełny skandal i komercha, "Ha! on naprawdę taki jest!", ale to przecież żarty, tak nie jest naprawdę, ja taki nie jestem, gram tu z wami, ale dla wygody nikt nie zwraca na tę grę uwagi.

Chcę mówić o tym długo, unikamy tego wokół, nie mówimy, że idziemy srać, tylko że do toalety, nie mówimy, że mamy wielkiego syfa na twarzy tylko że trzeba iść do dermatologa. W byciu ludźmi najbardziej przeszkadza nam ciało, ciało śmierdzi, idziesz i się pocisz i śmierdzisz, leżysz i też się pocisz i śmierdzisz, pizdy śmierdzą wybitnie ale trzeba je lizać, a chuje śmiesznie dyndają ale trzeba brać je do buzi. Przepraszam za te słowa ale to zupełnie prawda. Ciała chorują częściej niż dusze, mało dusz choruje na tym świecie, bo tak naprawdę nikogo ten świat nie obchodzi, a jak już choruje ci ta dusza i chcesz się żalić nad światem to nagle dobra myśl ci ucieka bo zaswędziała cię dupa.

PRZEPRASZAM ALE TO PRAWDA, i to jest nie do zniesienia. Miłosz ładnie o tym napisał, trochę grzeczniej, to ja rozwinę - że powinniśmy usiąść obok siebie i wszyscy wspólnie zobaczyć jak sramy, może w końcu zrobiłoby się między nami normalnie.

Śmiać mi się chcę, śmieję się i piszę to wszystko, i zaraz pójdę się umyć bo trzeba chociaż raz dziennie, i to chyba największa życiowa ironia, że jak bardzo kogoś kochasz, to udajesz, że nie robi kupy. Tak bardzo dążyłem do idealizacji wszystkiego wokół ale to chyba we mnie upadło, zaczęło się niedawno, gdy ćwiczyłem angielski czytając angielskie wiadomości, i zobaczyłem zdanie „Poop-throwing chimps hints at human origins”, czyli "Ludzie się rozwinęli bo rzucali gównem", i to nas tak dobrze podsumowuje, jak napisał kiedyś Vonnegut, coś tam, że ziemię można podsumować zdaniem o narodzinach Chrystusa, bla bla, ja mówię, że można ją podsumować zdaniem "małpy rzucały gównem, a potem rzucały gównem w miastach", i tak dalej, itepe., to typowe chwalenie się wiedzą, te cytaty, jak te artykuły krytyczne w gazetach, które stosunek cytat do opinia autora utrzymują w okolicach jeden do jednego, i wszystkie dobre zdania w artykule to właśnie te cytowane, można i tak, też trochę tak chcę, podnieść poprzeczkę. Jeszcze mogę rzucić Proustem, coś tam, że wszystkie szczęśliwe dni to dni zmarnowane, albo Nabokovem "Lolita coś tam ugryzłem się w język". To zresztą najlepszy cytat jaki znam.

Mówiło się tak w dzieciństwie, "to przecież były tylko żarty", ale ten żart wymyka się spod kontroli, "prepare for unforseen consequences", cytuję teraz grę komputerową.

Niech ktoś wyciągnie mnie z tej farsy, przecież nawet mnie to już męczy.

Śmiać mi się czasem chcę, jak myślisz sobie o takim Leśmianie, jak on ładnie rymował, a potem nagle myślisz, że kiedyś na pewno miał katar.

To wszystko jest takie gorzkie, śmiejemy się ze smrodu kataru i kupy, wkładamy sobie korki w dupę więc wycieka nam porami, myślę o seksie kilkanaście razy na dobę, a gdy staram się nie, widać to na moich spodniach. Czasem nie chcę być człowiekiem, chcę być sztuczny, jak ci w filmach albo grach, zawsze piękni i ze słowami godnymi zacytowania.

Może dlatego zawsze byłem za fotografią, tak łatwo na niej idealizować, ułożyć włosy i spuścić w bluzce ramiączko, wypiąć biust i wciągnąć brzuch, przez tę chwilę jesteś piękna a na zdjęciu nie śmierdzisz, jesteś lepsza niż zwykle, taka, jaka powinnaś być zawsze.

A z drugiej strony, chcę obnażyć to wszystko, chcę pokazać tył pleców i sukienkę spiętą spinkami do włosów dla lepszego przylegania, chcę, żeby w tle stały wszystkie zużyte preparaty, chcę, żeby za opis zdjęcia posłużył zestaw filtrów użytych w programie graficznym.

Albo jeszcze dalej, chcę pokazać wszystko, chcę kogoś kochać tak mocno, żebym nie brzydził się zrobić zdjęcia defekacji, od dołu, z fokusem na odbyt.

Czy nie wydaje mi się teraz piękna ekstrementofagia, pociąg do najgorszego... gówna?, podniecenie poprzez najbardziej ludzką, ze wszystkich rzeczy?

NIEEeeee, PRZESADA. FUJ.

Trzeba się dostosować do pewnego stylu, siebie czy tam formy, styl stosunku do kogoś czy do świata, ALE JA NIE CHCĘ, MAMO, JA NIE CHCĘ, DLACZEGO JUŻ NIE WOLNO ROBIĆ GŁUPICH RZECZY, i czemu nikt już nie mówi, że ktoś jest gruby, jakby otyłość była jak śmierć ojca, niezależna od losu, ale ja już bym wolał żeby umarła ci cała rodzina, niż żebyś była gruba!

I wszyscy o tym myślą, tak jak wszyscy chcą mieć ładny telefon, dlaczego mam ukrywać, że to taki wiek (mój dziewiętnasty a ogólnie dwudziesty pierwszy), że chcę mieć to i tamto, że ty kupisz sobie ajfona, a ja chcę dać tysiąc dwieście zloty za samsunga galaksi esdwójkę bo jestem zajebiście próżny.

Skupiam się ostatnio na detalach, sposób w jaki rosną gałęzie samotnego drzewa, teoria chaosu, czy jest na to jakiś wzór, na to drewno? Obierana mandarynka, czy ktoś widział ten sok, jak pryska (trochę jak pizda tylko, że nie śmierdzi)?

Pamiętam jak nie wiedziałem gdzie jest nóż więc kroiłem parówki zębami, wypluwałem to potem na chleb i smakowało nam jak nigdy.

Czytałem dziś wywiad z pewną pisarką i mówiła "jedna książka dziennie przez całe liceum", poczułem się w dupie jak nigdy.

Zresztą, ojciec miał rację, gdy powiedział, że jedyna praca do jakiej jestem zdolny, to praca w kantorze, bo języki.

Fryderyk Nicze powiedział kiedyś "LOLOLOLOL!!!", ciężko mi się z tym nie zgodzić.

Czasem prawie się łamię, chcę przeprosić wszystkie te rude i grube, wszystkie źle nazwane i źle wychowane, albo właśnie zbyt dobrze wychowane, chcę czasem oddać karimatę i już nigdy się nie odezwać, albo jeszcze co innego zakończyć wcześnie bo sroki mają rację i kiedyś coś się spierdoli.

Potem śni mi się Sparta, tylko zmieniam zasady i mogę wrzucać ludzi do kanionu w osiemnastym roku życia, każdy z nas miał kiedyś ten sen, to chyba tak częste jak własny pogrzeb, który w sumie nigdy mi się nie śnił, jest w tym pewna ciekawość ale BOŻE KTO BY COŚ POWIEDZIAŁ SENSOWNEGO?

Chciałbym kiedyś żyć w post-apo, chciałbym zabijać ludzi na wojnie albo chodzić po nuklearnym pastwisku, chciałbym, żeby dzieci się nie rodziły albo żebyśmy byli pod ciągłym nadzorem, żeby była wieczna zima i palenie bibliotek z przymusu ciepła albo wieczny skwar i robienie z książek papierowych szałasów. Chciałbym, żeby pojawiło się wydarzenie nadające mojemu życiu jakiś bieg, bo nie można oprzeć się na tym, że nic się nie ma. Oczywiście przesadzam i gdyby wybuchła wojna byłym polskim pisarzem na emigracji. Taka karma, psy nie narzekają.

Czytałem ostatnio o czarnej dziurze wielkiej jak miliard słońc, i nikt nie wie, co ma w środku - to prawie tak, jak twoja mama.

Włożyłem jej w spodnie, trwało to chwilę i już wiła się pod ręką, była na ścianach i była na podłodze, śmiałem się głośno, ale już nie patrzyła, na mnie i nigdzie, w ogóle. Była zbyt naga, żeby patrzeć, była zbyt zajęta sobą, żebym ja był więcej niż palcem, który w niej, była bezbronną ale winną, rozdartą, obdartą z siebie, a może właśnie sobą w całości, nie wiem.

Potem mocniej i dyszała i siadała i wstawała to znów się kładła, potem stała bo już nie mogła usiedzieć, wbiła mi palce w uda i z tego uda leciała mi krew, krzew krzepła i krzepły nam oddechy.

Frajerzy z kwiatami
"obciągnie mi chuja"

Brak komentarzy: