poniedziałek

Niewieczór.

Obudziłem się pierwszy, było chyba koło dziesiątej, dokładnie nie wiem, wnoszę to po kubkach stojących uchem na prawo. Krótkie, oględne spojrzenie zamieniło się w dokładną analizę powierzchni, struktury i geometrii, z gronem fachowców wokół i specjalistycznym sprzętem. Uśmiechała się przez sen, zawsze w podobny, naiwny wręcz sposób, jak dziecko, które nie może się powstrzymać bo właśnie zrobiło coś głupiego. Włosy w zupełnym chaosie dzieliły Jej twarz na tylko oczy i tylko usta, ukrywając nos i pyzate policzki, dzieląc mój świat na lewą i prawą stronę. Podniosłem się niezgrabnie z łóżka, starając się Jej nie obudzić, ale "tylko się przeciągnęła", mamrocząc coś przez sen o astronautach. Zszedłem na dół, witając się po kolei z każdym kolejnym stopniem. Lustro w łazience było bezużyteczne, bo któregoś dnia zaczęło pokazywać wszystko od tyłu, więc myłem zęby licząc pieprzyki na plecach.

Wróciłem na górę, było chyba koło dziewiątej, dokładnie nie wiem, wnoszę to po pijanym zegarku wiszącym na ścianie (czasem cofał albo mu się cofało). Wsunąłem nogę w poszewkę, (spaliśmy w poszewce, żeby nie zjadły nas potwory), potem drugą, tułów i tak dalej. Leżałem tak dłuższy czas, trzynaście oddechów, kiedy zaczęła się przebudzać. Zamknąłem szybko oczy ale nie mogłem powstrzymać naiwnego uśmiechu. Miałem wrażenie, że na mnie patrzyła, nie mogę mieć pewności bo udawałem, że śpię, Podniosła się z łóżka, zgrabnie, i zeszła na dół, witając się ze stopniami (całowały jej stopy). Myła zęby, licząc pewnie pieprzyki na plecach. Wiem, chociaż jej tego nie mówiłem, że z tyłu ma ich jakieś trzydzieści, licząc nawet te małe, a z przodu jakieś dwadzieścia, sześć na samych piersiach, dwadzieścia jeden licząc TAMTEN.

Po siedemdziesięciu trzech oddechach wróciła na górę i wsunęła się w poszewkę. Trzy pijane okrążenia zegara później odgrywaliśmy nasz poranny teatr, sztukę tylko dla nas, powolne przebudzanie się, dzień dobry, i scenę finałową, czyli pocałunek po spaniu, jak w tym filmie z tamtym aktorem i tą taką.

Nigdy nie rozmawialiśmy o kulisach.

Brak komentarzy: