środa

O żukach i pobitych garach.

Prawdopodobnie dlatego, że lepiej tak, niż nie. Palce mówią pisząc za mnie, wysilając swoje mózgi stworzone z resztek paznokci, układając się w kolorowe zdania, które tak naprawdę są białe, bo taka jest czcionka, za co przepraszam ludzi ślepych, bo nie potrafię zrobić tak, żeby była wypukła. Może też trochę dlatego, że pisząc od rzeczy skupiam się na tym co ważne, chociaż tak naprawdę nie wiem, co jest ostatnio ważne, i nie wiem, czy wynika to z faktu, że nikt tego nie wie, czy z faktu, że nic nie jest ważne? Gdybym mógł nadać kształt moim myślom byłyby to żuki gnojarze toczące gówno w stronę nieba. Czy wena jest małym dzieckiem chowającym się w kącie, które musimy znaleźć albo pobite gary? Lepiej jest zrobić coś bez wcześniejszego przemyślenia czy myśleć o czymś tak długo i skrupulatnie, że w końcu tego nie zrobimy, ale będziemy znali konsekwencje każdej możliwej opcji? Z uwagi na dużą ilość pytań pora zakończyć, aby nie doprowadzić do przytłaczającej ilości trudnych odpowiedzi, które nic nie wyjaśnią.

Brak komentarzy: